Jakoś ostatnio nie było mi po drodze z pisaniem postów ale wróciłam :) Jestem pełna podziwu ile się u was dzieje, dziś tylko zerknęłam, komentarze nadrobię jak tylko znajdę wolną chwilę.
Dziś mam do pokazania pudełko po winie ale tak na prawdę to pudełko na lalkę Monster High - Spectrę, zdjęcia wkrótce. Lalka jest w stylu pin up więc pudełko musiało za tym nadążyć :)
A przy okazji mam pytanie: czy spotkałyście się z drewnianym pudełkiem, które miało by wymiary 29x10? Skrzynki na wino są dłuższe - około 34 cm a herbaciarki na cztery przegródki za krótkie.
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego tygodnia :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 10 marca 2013
niedziela, 24 lutego 2013
Zima i tu i tam
Bardzo serdecznie Wam dziękuję za porady pod ostatnim postem. Zupełnie zapomniałam, o tym, że można komentarze oznaczyć jako spam. Metoda sprawdziła się i działa :)
Dziś pudełeczko z Czerwonym Kapturkiem - prezent dla Najlepszej. Zamówiona była zima więc i u mnie i u Kapturka zima trzyma ;)
Jestem bardzo zadowolona (oprócz przeróbki serwetki) z motywu na wewnętrznej stronie wieczka. Jest jak chwila uchwycona tuż przed zasunięciem kurtyny na końcu przedstawienia.
A prywatnie zimy już absolutnie mam dość. Jeszcze gdyby śnieg w Krakowie dłużej bywał biały...
Pozdrawiam wszystkich którzy mnie odwiedzacie i życzę udanego tygodnia :)
Dziś pudełeczko z Czerwonym Kapturkiem - prezent dla Najlepszej. Zamówiona była zima więc i u mnie i u Kapturka zima trzyma ;)
Jestem bardzo zadowolona (oprócz przeróbki serwetki) z motywu na wewnętrznej stronie wieczka. Jest jak chwila uchwycona tuż przed zasunięciem kurtyny na końcu przedstawienia.
A prywatnie zimy już absolutnie mam dość. Jeszcze gdyby śnieg w Krakowie dłużej bywał biały...
Pozdrawiam wszystkich którzy mnie odwiedzacie i życzę udanego tygodnia :)
środa, 13 lutego 2013
O kotach
Dziś prezentuję herbaciarkę na dwie przegródki - okazała się bardzo zgrabna do ozdabiania. Niezmiennie zachwyca mnie to, co tworzy Rosina Wachtmeister, jest pozytywne i energetyczne. Powyższe pudełko ma być prezentem dla wspaniałej pani weterynarz, jako dowód wdzięczności za liczne konsultacje kocio-adopcyjne. Osobom z Krakowa polecam Gabinet weterynaryjny na ul. Józefitów 19. Z ciepłym i przede wszystkim kompetentnym przyjęciem spotykają się tam zarówno zwierzaki jak i właściciele. Dr Sylwia ma cudowne i cierpliwe podejście do obu grup :)
A teraz najważniejsza informacja - Ogonek (czyli jeden z dwóch kotków) znalazł dom, ciepły i kochający. Na cześć Doroty B. HIP HIP HURA!!! :)
Dorota jest moją koleżanką z pracy i przygarnęła już kiedyś chorego kota (ratując go w ten sposób) a teraz chciała zadbać, żeby miał towarzystwo kiedy zostaje sam w domu. Wbrew naszym obawom kotki dość szybko zaczęły się tolerować i mam nadzieję, że będzie to początek pięknej przyjaźni ;)
Została Serduszko vel Wątróbka, trzymajcie kciuki bo może jest ktoś na horyzoncie...
Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa, które od was otrzymuję - ściskam wszystkich!!! :) Teraz biegnę nadrabiać zaległości na Waszych Blogach :)
A teraz najważniejsza informacja - Ogonek (czyli jeden z dwóch kotków) znalazł dom, ciepły i kochający. Na cześć Doroty B. HIP HIP HURA!!! :)
Dorota jest moją koleżanką z pracy i przygarnęła już kiedyś chorego kota (ratując go w ten sposób) a teraz chciała zadbać, żeby miał towarzystwo kiedy zostaje sam w domu. Wbrew naszym obawom kotki dość szybko zaczęły się tolerować i mam nadzieję, że będzie to początek pięknej przyjaźni ;)
Została Serduszko vel Wątróbka, trzymajcie kciuki bo może jest ktoś na horyzoncie...
Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa, które od was otrzymuję - ściskam wszystkich!!! :) Teraz biegnę nadrabiać zaległości na Waszych Blogach :)
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Ulubiona projektantka
Kraków zatopiony jest pod białą pierzynką, pada codziennie więc skrzętnie zakrywane są warstwy psich kup i ten bezpardonowo żółty śnieg. Jednym słowem - ładnie :) A w nawiązaniu do ostatniego wpisu nie zaliczyłam żadnej wywrotki, za to w drodze do babci widzieliśmy pana jeżdżącego na łyżwach środkiem chodnika :)
Dziś mam do pokazania fornirowe pudełko z decoupage'm w środku, o tyle oryginalnie że na zewnątrz go w ogóle nie ma.
Zaczynając od początku - poznałam przez internet cudowną, bardzo utalentowaną Sabinę, która pod pseudonimem Lalibajka szyje różne miniaturowe cudeńka. Nie prowadzi bloga (jeszcze nie ;)), za to ma stronkę na FB, gdzie można podziwiać i zamawiać jej prace.
Na Lalibajkę trafiłam przez Allegro, potem był FB a teraz korespondujemy radośnie ze sobą i bardzo się cieszę, spotkałam kolejną bratnią duszę.
Jak w końcu złapię dobre światło w odpowiednim czasie, będę się chwalić lalkowymi ubrankami.
W każdym razie zrobiłam dla Sabiny pudełeczko z jej przepięknym logiem. Wiem, że paski są potwornie krzywe ale malowałam je z takim zapamiętaniem, że na całość spojrzałam z dystansem jak już było wszystko polakierowane :) Zamysł był taki, że "Lalibajka" będzie na wieczku - no ale jak zrobić pudełeczko bez decoupage'u ? Stąd całość serwetkowych wzorków znalazła się w środku. Mały element wewnątrz wieczka nie jest dla mnie niczym nowym, za to ozdobienie całości wnętrza było sporym wyzwaniem - zwłaszcza boki.
W sumie jestem zadowolona z efektu a najbardziej z tego, że podoba się nowej właścicielce :)))
Dużo całusków na cały tydzień :)
Dziś mam do pokazania fornirowe pudełko z decoupage'm w środku, o tyle oryginalnie że na zewnątrz go w ogóle nie ma.
Zaczynając od początku - poznałam przez internet cudowną, bardzo utalentowaną Sabinę, która pod pseudonimem Lalibajka szyje różne miniaturowe cudeńka. Nie prowadzi bloga (jeszcze nie ;)), za to ma stronkę na FB, gdzie można podziwiać i zamawiać jej prace.
Na Lalibajkę trafiłam przez Allegro, potem był FB a teraz korespondujemy radośnie ze sobą i bardzo się cieszę, spotkałam kolejną bratnią duszę.
Jak w końcu złapię dobre światło w odpowiednim czasie, będę się chwalić lalkowymi ubrankami.
W każdym razie zrobiłam dla Sabiny pudełeczko z jej przepięknym logiem. Wiem, że paski są potwornie krzywe ale malowałam je z takim zapamiętaniem, że na całość spojrzałam z dystansem jak już było wszystko polakierowane :) Zamysł był taki, że "Lalibajka" będzie na wieczku - no ale jak zrobić pudełeczko bez decoupage'u ? Stąd całość serwetkowych wzorków znalazła się w środku. Mały element wewnątrz wieczka nie jest dla mnie niczym nowym, za to ozdobienie całości wnętrza było sporym wyzwaniem - zwłaszcza boki.
W sumie jestem zadowolona z efektu a najbardziej z tego, że podoba się nowej właścicielce :)))
Dużo całusków na cały tydzień :)
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Losowanie
Witam wszystkich zainteresowanych i przepraszam, że dopiero dziś choć miało być wczoraj.
Serdecznie dziękuję za udział w zabawie i ciesze się, że tak wiele z was lubi bajki a zwłaszcza tę :)
Jak zwykle z pomocą przyszedł mi Pan Random i podpowiedział 14 numer komentarza, pod którym ukrywa się blog Rev!-Art, prowadzony przez Martę (Marta zaprasza na powitalnego cukierka).
Serdecznie gratuluję i czekam na kontakt a zwłaszcza wypowiedź na temat preferowanej pory roku.
A wszystkim Wam dziękuję za komentarze, które dodają mi skrzydeł i sprawiają, że się chce. Duża buźka! :*
niedziela, 2 grudnia 2012
Lato :)
Ostatni plasterek i zarazem największe wyzwanie - wszak tu do aury musiał zostać dopasowany również strój. Trochę się bałam ale udało się - kibicowały koleżanki z pracy :) Z latem kojarzą mi się motyle ale wiecie jak jest - u mnie żądzą ważki :)
W kolejnym poście zrobię zestawienie całości. Nie robię tego dziś bo mam na to wydarzenie oddzielny plan :)
A teraz nadrobię zaległość - jakiś czas temu dostałam wyróżnienie
od Asi z blogu Na Kwiatowej. Ponieważ już kiedyś dostałam takie wyróżnienie i spełniłam warunki nie posyłam go dalej ale chętnie odpowiem na zadane przez Asię pytania. Za wyróżnienie bardzo dziękuję, zawsze sprawia mi ogromną radość jak ktoś myśli o moim blogu w tak miłym kontekście :)
W kolejnym poście zrobię zestawienie całości. Nie robię tego dziś bo mam na to wydarzenie oddzielny plan :)
od Asi z blogu Na Kwiatowej. Ponieważ już kiedyś dostałam takie wyróżnienie i spełniłam warunki nie posyłam go dalej ale chętnie odpowiem na zadane przez Asię pytania. Za wyróżnienie bardzo dziękuję, zawsze sprawia mi ogromną radość jak ktoś myśli o moim blogu w tak miłym kontekście :)
Zima czy lato? Lato!!!
Morze czy Góry? Morze;
Kot czy pies? Mam
dwa koty ale chciała bym mieć psa;
Pelargonie czy begonie?
Pelargonie;
Jazz czy disco? Zależnie od sytuacji, z przewagą
jazzu;
Film czy książka? Dobry
film i dobra książka;
Brunet czy blondyn? Brunet;
Wieczór czy poranek?
Najpierw wieczór, potem poranek ;p
Kawa czy herbata? Herbata!!!
Stare czy nowe? Nowe
zdobycze techniki, poza tym kocham starocie.
Życzę wszystkim udanego tygodnia :)
czwartek, 29 listopada 2012
Zima i wcześniejsze historie
Najpierw zdjęcie, potem gadanie. Zima wyszła bardzo przytulna, kto by pomyślał, że tam zimo? :)
Ponieważ szperanie w historii "Czerwonego Kapturka" dosyć mnie wciągnęło, postanowiłam tym
razem zrobić mini badanie nad motywami zawartymi w bajce. Oczywiście motyw pożerania jest stary jak układ pokarmowy.
W
mitologii greckiej Kronos pożerał własne dzieci. Najmłodszy z rodzeństwa – Zeus
został ocalony przez matkę, która zamiast niemowlęcia podała Kronosowi owinięty
w pieluszki kamień.
W Biblii prorok Jonasz połknięty został przez wielką rybę,
po czym wydostał się z niej nie odniósłszy żadnych obrażeń.
Na koniec słynny dialog Wilka z Kapturkiem. Można w nim
odnaleźć analogię do rozmowy pochodzącej z Eddy poetyckiej (zwanej też Eddą
starszą). Jest to najstarszy zabytek piśmiennictwa islandzkiego, będący źródłem
wiedzy o staroskandynawskich wierzeniach i obrzędach; datowana jest na IX wiek.
Otóż olbrzym Thrym ukradł Thorowi jego młot bojowy, za
którego zwrot zażądał Frei za żonę. Thor przebrany za pannę młodą udał się do
olbrzyma. Podejrzenia olbrzyma wzbudziły mało kobiece oczy u wybranki (Babcia
też cierpiała na tę przypadłość). Jednak towarzyszący Thorowi olbrzym Loki
rozwiał te wątpliwości mówiąc, że Freja ma takie zmęczone spojrzenie z powodu
tęsknoty za oblubieńcem i że przed zbliżającą się ceremonią nie mogła jeść, pić
ani spać – czyli „żeby cię lepiej widzieć moje dziecko”...
Na koniec znana z poprzedniego posta przestroga - tym razem w wersji angielskiej:
"Little girls, this seems to say,
never stop
upon your way,
never trust a stranger friend,
no-one knows how it will end!
As
you're pretty, so be wise!
Wolves may lurk in every guise!
Now, as then, it's
simple truth,
sweetest tongue has sharpest tooth!"
Całuski i pozdrowionka dla wszystkich :*
wtorek, 27 listopada 2012
Wiosna i trochę historii
To ja dalej w temacie Kapturka :) Tym razem w lesie zawitała wiosna. Dziewczyny w pracy namówiły mnie na wersję każdej pory roku więc jeszcze przez dwa posty będzie ten temat. Każdą kolejną robiło mi się fajniej, z resztą same zobaczycie!
A czy wiecie, że ta mrożąca krew w żyłach historia wywodząca się z ludowych opowieści po raz pierwszy została opisana przez Charles'a Perralult'a w 1967 roku w "Bajkach Babci Gaski"? Miała być moralizatorską powiastką przestrzegającą młode dziewczyny przed pogaduszkami z nieznajomymi. Co gorsza w tej wersji Wilk zjadał najpierw Babcię potem Kapturka i na tym był koniec... (!!!)
Bajka kończy się wierszykiem (w przekładzie Hanny Januszewskiej)
A czy wiecie, że ta mrożąca krew w żyłach historia wywodząca się z ludowych opowieści po raz pierwszy została opisana przez Charles'a Perralult'a w 1967 roku w "Bajkach Babci Gaski"? Miała być moralizatorską powiastką przestrzegającą młode dziewczyny przed pogaduszkami z nieznajomymi. Co gorsza w tej wersji Wilk zjadał najpierw Babcię potem Kapturka i na tym był koniec... (!!!)
Bajka kończy się wierszykiem (w przekładzie Hanny Januszewskiej)
Morał stąd płynie - proszę słuchać,
urocze, wdzięczne me dziewuszki
-że obcych ludzi pogaduszki
należy puszczać mimo ucha.
(…) Radzę wam zapamiętać,
że jest podstępny wilk niektóry:
ukrywa wilcze swe pazury,
by słodkim słówkiem zwieść dziewczęta.
Ani go poznać! Mina święta tkliwie,
łagodnie patrzy w oczy,
za panną uliczkami kroczy
przymilny, słodki jak cukierek.
Lecz wierzcie: to wilczysko szczere!
-że obcych ludzi pogaduszki
należy puszczać mimo ucha.
(…) Radzę wam zapamiętać,
że jest podstępny wilk niektóry:
ukrywa wilcze swe pazury,
by słodkim słówkiem zwieść dziewczęta.
Ani go poznać! Mina święta tkliwie,
łagodnie patrzy w oczy,
za panną uliczkami kroczy
przymilny, słodki jak cukierek.
Lecz wierzcie: to wilczysko szczere!
Wersja z ratunkiem ze strony Myśliwego i szczęśliwym (nie dla Wilka) zakończeniem została spisana przez braci Grimm w "Bajkach" z lat 1812 - 1815 a ostateczny kształt zyskała dopiero w 1857.
Na koniec przypomnę, że według Brzechwy Myśliwy zawiózł Wilka do warszawskiego ZOO, że niby bardziej humanitarnie ;)
Pozdrawiam zwłaszcza tych czytelników, którzy dotrwali do końca. I uważajcie na nieznajomych ;)
niedziela, 25 listopada 2012
Czerwony Kapturek jesienią
Znacie serwetkę z Czerwonym Kapturkiem, który nie jest małą dziewczynką a całkiem sporą podfruwajką? Wilk z kolei taki oswojony...
Moja relacja z serwetkami jest najczęściej od pierwszego wejrzenia - czasem patrząc na serwetkę widzę gotowy, ozdobiony przedmiot, czasem jestem zauroczona samą serwetką ale zazwyczaj jeśli mnie nie urzeknie za pierwszym razem to już nie biorę się za współpracę. Ta była wyjątkiem, przy pierwszym spotkaniu jakoś do mnie nie przemówiła, potem z duszą na ramieniu jechałam do sklepu obawiając się czy aby jeszcze będą. Były i okazały się bardzo inspirujące (na kolejne trzy posty).
Tata uciął dla mnie plasterki ze śliwy, która niby była wysuszona a jednak w domu pękła (co wcale mi nie przeszkodziło), szkoda tylko że podczas cięcia zgubiła całą korę.
Nie rozgadując się bardziej - jesienią w lesie bywa tak:
W kolejnym poście zapraszam na odsłonę wiosenną, nie będą prezentowane kalendarzowo a w takiej kolejności jak powstawały.
Wszystkich pozdrawiam i życzę udanego tygodnia :*
PS Uaktywniłam się na FB więc jeśli ktoś ma ochotę "polubić" będę wdzięczna - link w prawym pasku.
P.S.2 Sprawdzałam pisownię post scriptum - albo bez kropek albo z dwiema :)
PS3 "Dwoma" też jest poprawnie ale "dwiema" jest formą starszą i bardziej polecaną :))
Moja relacja z serwetkami jest najczęściej od pierwszego wejrzenia - czasem patrząc na serwetkę widzę gotowy, ozdobiony przedmiot, czasem jestem zauroczona samą serwetką ale zazwyczaj jeśli mnie nie urzeknie za pierwszym razem to już nie biorę się za współpracę. Ta była wyjątkiem, przy pierwszym spotkaniu jakoś do mnie nie przemówiła, potem z duszą na ramieniu jechałam do sklepu obawiając się czy aby jeszcze będą. Były i okazały się bardzo inspirujące (na kolejne trzy posty).
Tata uciął dla mnie plasterki ze śliwy, która niby była wysuszona a jednak w domu pękła (co wcale mi nie przeszkodziło), szkoda tylko że podczas cięcia zgubiła całą korę.
Nie rozgadując się bardziej - jesienią w lesie bywa tak:
W kolejnym poście zapraszam na odsłonę wiosenną, nie będą prezentowane kalendarzowo a w takiej kolejności jak powstawały.
Wszystkich pozdrawiam i życzę udanego tygodnia :*
PS Uaktywniłam się na FB więc jeśli ktoś ma ochotę "polubić" będę wdzięczna - link w prawym pasku.
P.S.2 Sprawdzałam pisownię post scriptum - albo bez kropek albo z dwiema :)
PS3 "Dwoma" też jest poprawnie ale "dwiema" jest formą starszą i bardziej polecaną :))
środa, 14 listopada 2012
Historia jednego krzesła
Krzesełko kupiłam na targach rękodzieła przed Wielkanocą. W owym czasie powiedziałam mojemu Osobistemu Szczęściu, że w nagrodę za towarzystwo (lub jako zadośćuczynienie) coś mu kupię. Wybrał taborecik, miniaturowy, idealny w proporcjach. Odgapiłam i kupiłam krzesełko właśnie to :)
W ostatecznej (lub obecnej) wersji wygląda tak:
Plan pierwotny zakładał transfer za pomocą nitro. Zgubił mnie brak cierpliwości bo zamiast spróbować na czymś innym nie mogłam się doczekać i spróbowałam na siedzisku. Ponieważ słyszałam, że należy mocno dociskać łyżeczką - tak też uczyniłam. Cóż frycowe trzeba płacić...
Druga próba nastąpiła zaraz po pierwszej, na odwrocie - od tego trzeba było zacząć. Już bez udziału łyżeczki.
Tym razem efekt mnie zadowolił w pełni. Jednocześnie doszłam do wniosku, że motyw na siedzisko powinien być trochę większy żeby ładniej wyglądał. Ponieważ nie chciało mi się go na nowo drukować postanowiłam użyć jednego z moich najulubieńszych motywów czyli ważki :)
Mankament krzesełka jest taki, że nie ma kto na nim siedzieć bo albo jest za duże albo za małe (od podłoża do siedziska ma 9cm) - samo życie :)
Gdyby było ciut mniejsze było by idealne dla Monsterek - poniżej Spectra Vondergeist na poglądowym zdjęciu (aby mieć pełen ogląd należy ją sobie wyobrazić bez kapelusza). Ale cóż, osobiście kocham niepraktyczne rzeczy właśnie za to, że są niepraktyczne!
Przy okazji i na koniec - znacie bloga Do-deco? Nie mogę oprzeć się skojarzeniu, że w tej odsłonie Spectra wygląda jak prowadząca go Eda na swoim profilowym zdjęciu. Edę pozdrawiam i mam nadzieję, że się nie obrazi :) No ale same zobaczcie
Życzę miłej drugiej połowy tygodnia :*
W ostatecznej (lub obecnej) wersji wygląda tak:
Plan pierwotny zakładał transfer za pomocą nitro. Zgubił mnie brak cierpliwości bo zamiast spróbować na czymś innym nie mogłam się doczekać i spróbowałam na siedzisku. Ponieważ słyszałam, że należy mocno dociskać łyżeczką - tak też uczyniłam. Cóż frycowe trzeba płacić...
Druga próba nastąpiła zaraz po pierwszej, na odwrocie - od tego trzeba było zacząć. Już bez udziału łyżeczki.
Tym razem efekt mnie zadowolił w pełni. Jednocześnie doszłam do wniosku, że motyw na siedzisko powinien być trochę większy żeby ładniej wyglądał. Ponieważ nie chciało mi się go na nowo drukować postanowiłam użyć jednego z moich najulubieńszych motywów czyli ważki :)
Mankament krzesełka jest taki, że nie ma kto na nim siedzieć bo albo jest za duże albo za małe (od podłoża do siedziska ma 9cm) - samo życie :)
Gdyby było ciut mniejsze było by idealne dla Monsterek - poniżej Spectra Vondergeist na poglądowym zdjęciu (aby mieć pełen ogląd należy ją sobie wyobrazić bez kapelusza). Ale cóż, osobiście kocham niepraktyczne rzeczy właśnie za to, że są niepraktyczne!
Przy okazji i na koniec - znacie bloga Do-deco? Nie mogę oprzeć się skojarzeniu, że w tej odsłonie Spectra wygląda jak prowadząca go Eda na swoim profilowym zdjęciu. Edę pozdrawiam i mam nadzieję, że się nie obrazi :) No ale same zobaczcie
Życzę miłej drugiej połowy tygodnia :*
poniedziałek, 12 listopada 2012
Wiosennie :)
A u mnie na przekór wszystkim bańkom dziś kwitną jabłonie :)))
Cóż, na usprawiedliwienie mam to, że jesienno zimowe wieczory często są kojarzone z filiżanką gorącej herbaty. A, że to herbaciarka więc wszystko w porządku ;)
Mnie się żaden czas z herbatą szczególnie nie kojarzy bo jestem od niej uzależniona i delektuję się nią niezależnie od okoliczności. Ciekawe jak jest u Was?
Zdradzę jeszcze sekret - tej żółtej ze zdjęcia nie lubię i unikam (jest tylko fotogeniczna).
Cóż, na usprawiedliwienie mam to, że jesienno zimowe wieczory często są kojarzone z filiżanką gorącej herbaty. A, że to herbaciarka więc wszystko w porządku ;)
Mnie się żaden czas z herbatą szczególnie nie kojarzy bo jestem od niej uzależniona i delektuję się nią niezależnie od okoliczności. Ciekawe jak jest u Was?
Zdradzę jeszcze sekret - tej żółtej ze zdjęcia nie lubię i unikam (jest tylko fotogeniczna).
Bo póki ciebie,
ciebie nam pić -
póty jak w niebie,
jak w niebie nam żyć, -
herbatko...
Pozdrawiamy (z Jeremim Przyborą oczywiście) ;)
czwartek, 8 listopada 2012
Piersiówka na jesienne chłody
Już kiedyś się rozpisywałam nad korzyściami z ozdobionych małych buteleczek. Robi się je dość szybko w porównaniu z pełnowymiarowymi - więc same plusy.
Zazwyczaj dekupażowe prace mam wyszlifowane i gładziutkie ale ta buteleczka wyglądała trochę jak obita skórą więc ją zostawiłam w spokoju. Robiłam ją w pracy i kiedy nałożyłam ostatnią warstwę lakieru okazało się, że był ubrudzony białą farbą - stąd widoczny biały nalot. Ale cóż, z nalotem wygląda starzej (tak sobie tłumaczę ;)). Ornament podkreśliłam konturówką. W ogóle ostre zdjęcie niemiłosiernie wydobywa wszystkie niedoskonałości ale na co dzień nie ogląda się przedmiotów przez lupę :)
Przy okazji polecam tutorial i Filmowe Candy w Montażowni.
Na koniec chwalę się bo dostałam wyróżnienie od Edy z blogu DO-DECO.
Ponieważ już kiedyś takie dostałam nie będę podawać go dalej ale chętnie odpowiem na pytania :)
Zazwyczaj dekupażowe prace mam wyszlifowane i gładziutkie ale ta buteleczka wyglądała trochę jak obita skórą więc ją zostawiłam w spokoju. Robiłam ją w pracy i kiedy nałożyłam ostatnią warstwę lakieru okazało się, że był ubrudzony białą farbą - stąd widoczny biały nalot. Ale cóż, z nalotem wygląda starzej (tak sobie tłumaczę ;)). Ornament podkreśliłam konturówką. W ogóle ostre zdjęcie niemiłosiernie wydobywa wszystkie niedoskonałości ale na co dzień nie ogląda się przedmiotów przez lupę :)
Przy okazji polecam tutorial i Filmowe Candy w Montażowni.
Na koniec chwalę się bo dostałam wyróżnienie od Edy z blogu DO-DECO.
Ponieważ już kiedyś takie dostałam nie będę podawać go dalej ale chętnie odpowiem na pytania :)
1. Twoja ulubiona książka? Nie mam jednej ulubionej ale za książkę wszechczasów uważam "Mistrza i Małgorzatę";
2. Wolisz wino czerwone czy białe? Czerwone;
3.Wolisz wieś czy miasto i dlaczego? Miasto (przez zasiedzenie - nigdy na wsi dłużej nie zabawiłam);
4. Najfajniejsze wspomnienie z dzieciństwa? Wizyty z tatą w wesołym miasteczku;
5.Jak dużo czasu poświęcasz na "siedzenie w necie"
;)? Odkąd mam bloga - za dużo ;) ;
6. Jaki jest twój ulubiony cytat? Któryś Oscara Wilde'a;
7. Czy masz swój ulubiony kwiat, roślinę? Irysy, kwiaty akacji i lipy...;
8. Wierzysz we wróżby i przepowiednie? Nie;
9. Co wg ciebie wydarzy się 21.12.12? Będę się cieszyła, że jest piątek, początek świątecznego weekendu i martwiła, że jeszcze tyle rzeczy mam do zrobienia, bankowo ;) ;
10. Lubisz pobiegać w terenie czy na bieżni? Żadnego biegania ale kocham spacery w terenie;
11. Twoja ulubiona scena filmowa? Jest ich wiele ale skojarzyła mi się z "Dzikości serca" po tym jak Sailor spotyka Dobrą Czarownicę z Południa i mówi "I'd like to apologize to you gentlemen for referring to you all as homosexuals".
To by było tyle na dziś, dziękuję za wszystkie komentarze odnośnie kapelusza :)))*
To by było tyle na dziś, dziękuję za wszystkie komentarze odnośnie kapelusza :)))*
niedziela, 21 października 2012
Skrzynka z truskawek i straszna historia
Zatęskniłam za nową skrzynką po truskawkach (wcześniejsze można zobaczyć tutaj, tutaj albo tam). Padło na serwetkę z sowami firmy Maki, która bez reszty mnie zauroczyła. Kolory są nieco inne w rzeczywistości ale pomimo różnych opcji oświetlenia cały czas wychodziły nie takie i w końcu dałam za wygraną (szafirowy ze środka w rzeczywistości jest fioletem) :/
Skrzyneczkę dedykuję Marcie z blogu Dziupla Sowy ze względów oczywistych :)
I jeszcze straszna historia a w zasadzie opowieść o tym, że czasem zdarza mi się na prawdę absolutnie, całkowicie zdziwić (jak kot - od czubka nosa po koniuszek ogona). Do tej pory nie zdecydowałam czy to bardziej śmieszne czy straszne i po prostu muszę się podzielić.
Kocham miniaturowe przedmioty a jeszcze bardziej jeśli są stare. Udało mi się na Allegro upolować malutki (6cm) młynek, który w rzeczywistości jest zastrugaczką (ostrzałką, temperówką - jak tam się u Was mówi :) ).
Odebrałam z poczty przesyłkę, cała zadowolona, odkryłam że szufladka się odsuwa (co potem okazało się logiczne bo wpadają do niej strużynki). Strużynek było pełno więc oczywiście zaczęłam się dziwić bylejakości sprzedających. Szuflady nie wyciąga się do końca więc wysypywanie ich było dość żmudne. Kiedy myślałam, że już wypadły wszystkie okazało się, że jeszcze było kilka więc solidnie potrzepałam młynkiem we wszystkie strony tak, żeby już nic nie zostało i gdy otworzyłam szufladę znalazłam w środku...
mlecznego zęba (!).
Myślę, że młynek miał może kilku właścicieli i dla pierwszego był bardziej skarbcem niż zastrugaczką. Napisałam sprzedawcy, że jestem skłonna zęba odesłać ale ten odpisał że nie jest w stanie ustalić właściciela.
Od tego czasu mam do młynka leciutki dystans. Wiem, że mi przejdzie ale na razie młynek gościnnie przebywa na biurku mojego męża :)
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i idę napawać się pogodą :*
Skrzyneczkę dedykuję Marcie z blogu Dziupla Sowy ze względów oczywistych :)
I jeszcze straszna historia a w zasadzie opowieść o tym, że czasem zdarza mi się na prawdę absolutnie, całkowicie zdziwić (jak kot - od czubka nosa po koniuszek ogona). Do tej pory nie zdecydowałam czy to bardziej śmieszne czy straszne i po prostu muszę się podzielić.
Kocham miniaturowe przedmioty a jeszcze bardziej jeśli są stare. Udało mi się na Allegro upolować malutki (6cm) młynek, który w rzeczywistości jest zastrugaczką (ostrzałką, temperówką - jak tam się u Was mówi :) ).
Odebrałam z poczty przesyłkę, cała zadowolona, odkryłam że szufladka się odsuwa (co potem okazało się logiczne bo wpadają do niej strużynki). Strużynek było pełno więc oczywiście zaczęłam się dziwić bylejakości sprzedających. Szuflady nie wyciąga się do końca więc wysypywanie ich było dość żmudne. Kiedy myślałam, że już wypadły wszystkie okazało się, że jeszcze było kilka więc solidnie potrzepałam młynkiem we wszystkie strony tak, żeby już nic nie zostało i gdy otworzyłam szufladę znalazłam w środku...
mlecznego zęba (!).
Myślę, że młynek miał może kilku właścicieli i dla pierwszego był bardziej skarbcem niż zastrugaczką. Napisałam sprzedawcy, że jestem skłonna zęba odesłać ale ten odpisał że nie jest w stanie ustalić właściciela.
Od tego czasu mam do młynka leciutki dystans. Wiem, że mi przejdzie ale na razie młynek gościnnie przebywa na biurku mojego męża :)
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i idę napawać się pogodą :*
środa, 10 października 2012
Konewka
Dla przeciwwagi po zombiaczku - elf :)
To jedna z moich ulubionych serwetek (kupiłam dwie przez internet parę lat temu, po czym ślad po nich zaginął). Nie jestem specjalnie wielbicielką elfów ale ta konkretna seria bardzo mnie urzekła, pewnie chodzi o ważkowe skrzydła. Jakoś ten chłopiec siedzący wesoło na czereśni czy wiśni bardzo sielankowo mi się kojarzy, mogę się bardzo długo wpatrywać w ten wizerunek. I pomyśleć, że został stworzony, żeby ktoś wytarł nim sobie wąsy z tłustego sosu!
Tę konewkę zrobiłam prawie dwa lata temu, jakiś czas stała sobie wystawiona na działanie światła dziennego (wcale nie intensywnego) i odkryłam, że z jednej strony wyblakła. Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło. Teraz stoi tak, żeby słońce nie mogło zbytnio do niej dotrzeć - a o ironio właśnie z pięknym słonecznym dniem mi się kojarzy.
Chciałam się jeszcze pochwalić przydasiami, które dostałam od Jabloniee z bloga Życie decoupagiem zdobione.
I ostatnie zdjęcie, żeby nikt nie myślał, że ustawienie powyższej kompozycji było sprawą prostą ;)
Edycie vel Jabloniee bardzo serdecznie dziękuję a wszystkich gorąco pozdrawiam :***
To jedna z moich ulubionych serwetek (kupiłam dwie przez internet parę lat temu, po czym ślad po nich zaginął). Nie jestem specjalnie wielbicielką elfów ale ta konkretna seria bardzo mnie urzekła, pewnie chodzi o ważkowe skrzydła. Jakoś ten chłopiec siedzący wesoło na czereśni czy wiśni bardzo sielankowo mi się kojarzy, mogę się bardzo długo wpatrywać w ten wizerunek. I pomyśleć, że został stworzony, żeby ktoś wytarł nim sobie wąsy z tłustego sosu!
Tę konewkę zrobiłam prawie dwa lata temu, jakiś czas stała sobie wystawiona na działanie światła dziennego (wcale nie intensywnego) i odkryłam, że z jednej strony wyblakła. Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło. Teraz stoi tak, żeby słońce nie mogło zbytnio do niej dotrzeć - a o ironio właśnie z pięknym słonecznym dniem mi się kojarzy.
Chciałam się jeszcze pochwalić przydasiami, które dostałam od Jabloniee z bloga Życie decoupagiem zdobione.
I ostatnie zdjęcie, żeby nikt nie myślał, że ustawienie powyższej kompozycji było sprawą prostą ;)
Edycie vel Jabloniee bardzo serdecznie dziękuję a wszystkich gorąco pozdrawiam :***
czwartek, 13 września 2012
Jesienna piersiówka
Widziałam dziś na chodniku pierwszego kasztana i przypomniało mi się, że mam buteleczkę w temacie. Lubię ozdabiać takie małe butelki bo mogę dać komuś do domu własnej roboty nalewkę, którą częstowałam kiedy np. nie mógł spróbować na miejscu. W ogóle bardzo lubię zwyczaj dawania słodkiego komuś, kto nie mógł się stawić na imprezie. Moja mama zawsze przekazuje jakieś smakołyki nieobecnym a i dostać jest bardzo miło. No i oczywiście cenię sobie, że jak mamy w domu coś dobrego to częstujemy sąsiadów, którzy odwzajemniają się tym samym.
O nie, w ogóle miało być nie o tym... No ale cóż jak już się rozpisałam to do butelki mogę tylko dodać, że przy takich motywach (serwetka Maki) warto jest użyć kleju, który rozmazuje farbę bo robią się delikatne cieniowania :)
Butelkę ozdabiałam jakiś czas temu i teraz stwierdzam, że jeśli się ma wątpliwości co do jakiejś niedoróbki to wcale nie znikają po upływie kilku miesięcy. Mam na myśli kasztanki z tylnej strony, to że są takie urwane, zawieszone. Trzeba było ogonek albo zlikwidować, albo gdzieś dociągnąć... W realu mniej razi niż na zdjęciu (może w tym problem).
A na koniec chciałam tylko napomknąć, że wymyśliłam już rocznicowego cukierka. Muszę go jeszcze przygotować, będzie związany z czymś, czego jeszcze tu nie pokazywałam (a w czym się w pracy prawie codziennie babrzę). Mam nadzieję, że troszkę zaintrygowałam :)))
O nie, w ogóle miało być nie o tym... No ale cóż jak już się rozpisałam to do butelki mogę tylko dodać, że przy takich motywach (serwetka Maki) warto jest użyć kleju, który rozmazuje farbę bo robią się delikatne cieniowania :)
Butelkę ozdabiałam jakiś czas temu i teraz stwierdzam, że jeśli się ma wątpliwości co do jakiejś niedoróbki to wcale nie znikają po upływie kilku miesięcy. Mam na myśli kasztanki z tylnej strony, to że są takie urwane, zawieszone. Trzeba było ogonek albo zlikwidować, albo gdzieś dociągnąć... W realu mniej razi niż na zdjęciu (może w tym problem).
A na koniec chciałam tylko napomknąć, że wymyśliłam już rocznicowego cukierka. Muszę go jeszcze przygotować, będzie związany z czymś, czego jeszcze tu nie pokazywałam (a w czym się w pracy prawie codziennie babrzę). Mam nadzieję, że troszkę zaintrygowałam :)))
poniedziałek, 2 lipca 2012
Uwolnić się od zaległości...
Dziewczyny - jak Wy to robicie, że macie czas na blogową aktywność? Ja bardzo ją lubię ale coś w temacie niedomagam ;)
Byłam wczoraj na targach rękodzieła w Cafe Szafe, tradycyjnie już z Kasią z KIOSCu. Atmosfera była super, niestety wydarzenie przegrało z pogodą - był taki upał, że frekwencja ograniczyła się do przyjaciół i rodzin. Z tego miejsca pozdrawiam moją teściową a prawidłowiej rzecz ujmując świekrę, dzięki zakupom której wyszłam na plusie :) Oczywiście nie chciałam jej niczego sprzedawać - wolałam dać w prezencie ale usłyszałam "przestań, bo jak się zdenerwuję to wszystko od ciebie kupię!" :) Jadziu - duuuża buźka!
Sama też poczyniłam zakupy - kupiłam dwa pierścioneczki - jeden z ważka, drugi z kotkiem (moim zdaniem kotkiem), od przemiłej Moniki. Najpierw wypatrzyłam je na jej blogu, potem stresowałam się czy będą i czy będę te konkretne a potem to już się tylko cieszyłam i chwaliłam. To link posta z pierścionkami na blogu Moniki.
Jakiś czas temu Jabloniee zaprosiła mnie do zabawy w 11 pytań. Zasadą jest odpowiedzenie na 11 zadanych pytań (na swoim blogu rzecz jasna), wybranie 11 kolejnych osób, które chce się zaprosić do zabawy, a które jeszcze nie brały w niej udziału i wymyślenie dla nich swoich pytań. Oczywiście należy podać zaproszeniodawcę.
Poniżej pytania, jakie zadała Jabloniee i moje odpowiedzi:
Bardzo, bardzo proszę - kto ma ochotę niech przejmie pałeczkę!
A oto moje pytania:
Na końcowy koniec banerek do zabawy, żeby nie było ... ;)
Ale mi wyszedł długaśny post ale tak to jest jak się chce i na bieżąco i z zaległości... Pozdrawiam (gorąco) i delektuję się temperaturą :)
Byłam wczoraj na targach rękodzieła w Cafe Szafe, tradycyjnie już z Kasią z KIOSCu. Atmosfera była super, niestety wydarzenie przegrało z pogodą - był taki upał, że frekwencja ograniczyła się do przyjaciół i rodzin. Z tego miejsca pozdrawiam moją teściową a prawidłowiej rzecz ujmując świekrę, dzięki zakupom której wyszłam na plusie :) Oczywiście nie chciałam jej niczego sprzedawać - wolałam dać w prezencie ale usłyszałam "przestań, bo jak się zdenerwuję to wszystko od ciebie kupię!" :) Jadziu - duuuża buźka!
Sama też poczyniłam zakupy - kupiłam dwa pierścioneczki - jeden z ważka, drugi z kotkiem (moim zdaniem kotkiem), od przemiłej Moniki. Najpierw wypatrzyłam je na jej blogu, potem stresowałam się czy będą i czy będę te konkretne a potem to już się tylko cieszyłam i chwaliłam. To link posta z pierścionkami na blogu Moniki.
Jakiś czas temu Jabloniee zaprosiła mnie do zabawy w 11 pytań. Zasadą jest odpowiedzenie na 11 zadanych pytań (na swoim blogu rzecz jasna), wybranie 11 kolejnych osób, które chce się zaprosić do zabawy, a które jeszcze nie brały w niej udziału i wymyślenie dla nich swoich pytań. Oczywiście należy podać zaproszeniodawcę.
Poniżej pytania, jakie zadała Jabloniee i moje odpowiedzi:
- Ziemniaki czy makaron? ziemniaki
- Góry czy morze? morze
- Słońce czy cień? słońce
- Wino czy piwo? zależy od okoliczności
- Książka czy kino? książka
- Komputer czy telewizja? komputer
- Wieczór przy świecach w domu czy wyjście na miasto? oba w równowadze
- Espresso czy latte? herbata
- Hotel czy namiot? hotel
- Szpilki czy tenisówki? tenisówki
- Pędzel czy igła? pędzel
Bardzo, bardzo proszę - kto ma ochotę niech przejmie pałeczkę!
A oto moje pytania:
- miasto czy wieś?
- loft czy willa z ogrodem?
- szpinak czy brukselka?
- guitar hero czy mortal combat?
- Murakami czy Coelho?
- małe kino czy multipleks?
- kolorowo czy monohromatycznie?
- lato z plażą czy zima z nartami?
- loki czy proste?
- wampiry czy wilkołaki?
Na końcowy koniec banerek do zabawy, żeby nie było ... ;)
Ale mi wyszedł długaśny post ale tak to jest jak się chce i na bieżąco i z zaległości... Pozdrawiam (gorąco) i delektuję się temperaturą :)
niedziela, 24 czerwca 2012
Prezent dla taty
Dziś chwalę się tym, co w sobotę dostał ode mnie tata :) Jak już pisałam serwetki poszukiwałam przeszło pół roku ale zawzięłam się ponieważ jest ona idealną ilustracją tego, co od kilku lat ma miejsce na działce a w zasadzie w ogrodzie moich rodziców. Serwetkę udało mi się kupić w sklepiku u Kejti.
A więc nie w ślicznym starodawnym wózku a w pyszczku (ale w ilości zbliżonej, moim subiektywnym zdaniem) zaprzyjaźniona kotka sąsiadów w okolicy maja... W sumie jest to z jej strony dość uczciwe. Znalazła "życzliwych" (żeby nie powiedzieć "frajerów"), którzy krzywdy nie robią a wręcz przeciwnie, jeść dają, głaszczą, pieszczą, wyciągają kleszcze i przemawiają z czułością. Ile można znosić myszy? Przynosi to, co ma najlepszego i niech sobie już tam radzą z nimi... I cóż - tata kotki kocha, mają bezpieczny domek, zrobiony ze starego ula, co roku ulepszany (ma część sypialną, ogrodzone patio a w tym roku pojawiła się osobno toaleta - żwirek zawsze był, ale teraz jest w innej części z wejściem z patio). Tak, to mnie zaskoczyło - mówię "mamo, tam w tylniej części patio jest taka wielka szpara, kotki mogą wypaść!" a mama: "to nie szpara to wejście do toalety"... Oczywiście kotki z wozu - prawowitym właścicielom lżej a my dealujemy kociątkami od dobrych kilku lat; jest to temat na zupełnie oddzielnego posta. Nadmienię tylko, że pierwszy był ten czarno-biały co się wpycha czasem na pierwszy plan jak robię zdjęcia.
Prezent składał się z dwóch części (w kolejnym poście pokażę następną). Dziś prezentuję segregator na listy (jak to się właściwie nazywa?!). Zrobiłam go w stylu schabby chic, dwukolorowy, żeby pasował do serwetki i nie odciągał od niej uwagi.
Środkową przegródkę można wyciągnąć - była najwygodniejsza do ozdabiania ;)
Oczywiście tu też będę apelować do mieszkańców okolic Krakowa a w zasadzie Krzeszowic o przygarnięcie maluchów ale nie uprzedzam faktów ;p
Bardzo wszystkich pozdrawiam i życzę miłego tygodnia :)
A więc nie w ślicznym starodawnym wózku a w pyszczku (ale w ilości zbliżonej, moim subiektywnym zdaniem) zaprzyjaźniona kotka sąsiadów w okolicy maja... W sumie jest to z jej strony dość uczciwe. Znalazła "życzliwych" (żeby nie powiedzieć "frajerów"), którzy krzywdy nie robią a wręcz przeciwnie, jeść dają, głaszczą, pieszczą, wyciągają kleszcze i przemawiają z czułością. Ile można znosić myszy? Przynosi to, co ma najlepszego i niech sobie już tam radzą z nimi... I cóż - tata kotki kocha, mają bezpieczny domek, zrobiony ze starego ula, co roku ulepszany (ma część sypialną, ogrodzone patio a w tym roku pojawiła się osobno toaleta - żwirek zawsze był, ale teraz jest w innej części z wejściem z patio). Tak, to mnie zaskoczyło - mówię "mamo, tam w tylniej części patio jest taka wielka szpara, kotki mogą wypaść!" a mama: "to nie szpara to wejście do toalety"... Oczywiście kotki z wozu - prawowitym właścicielom lżej a my dealujemy kociątkami od dobrych kilku lat; jest to temat na zupełnie oddzielnego posta. Nadmienię tylko, że pierwszy był ten czarno-biały co się wpycha czasem na pierwszy plan jak robię zdjęcia.
Prezent składał się z dwóch części (w kolejnym poście pokażę następną). Dziś prezentuję segregator na listy (jak to się właściwie nazywa?!). Zrobiłam go w stylu schabby chic, dwukolorowy, żeby pasował do serwetki i nie odciągał od niej uwagi.
Środkową przegródkę można wyciągnąć - była najwygodniejsza do ozdabiania ;)
Oczywiście tu też będę apelować do mieszkańców okolic Krakowa a w zasadzie Krzeszowic o przygarnięcie maluchów ale nie uprzedzam faktów ;p
Bardzo wszystkich pozdrawiam i życzę miłego tygodnia :)
czwartek, 21 czerwca 2012
Osłonka na doniczkę
W temacie blogowanie mam coraz większe zaległości więc postanowiłam dodać coś na czasie. Co prawda tulipany już od dawna nie kwitną ale osłonka na doniczkę do początku lata jak najbardziej pasuje :) W sumie jak na razie szkoda mi ją przeznaczyć na kwiatka i trzymam w niej strzępki serwetek. Już wielokrotnie przekonałam się, że taki strzępek może czasem całkiem uratować kompozycję :) Poza tym przygotowuję decuprezent dla taty na sobotę więc jak już go wręczę nie omieszkam się pochwalić (zwłaszcza, że na serwetkę polowałam ponad pół roku).
Bardzo dziękuję Livii z blogu Kreatywnie za wyróżnienie. Już takie posiadam więc nie dopełniam wszystkich formalności ale jest mi bardzo miło, że znalazłam się wśród wybrańców :)))
Poza tym Jabloniee zaprosiła mnie do odpowiedzenia na zestaw pytań - wywiążę się jak będę miała luźniejszą chwilę - dziękuję, że o mnie pomyślałaś!
A tak w ogóle cieszę się temperaturą bo w końcu mogę chodzić lekko ubrana i nie marznę (marznę nieco dłużej niż statystyczni inni, co gorsza marznę dłużej i wcześniej zaczynam). Pozdrawiam więc cieplutko i bardzo dziękuję, że do mnie zaglądacie! :***
Bardzo dziękuję Livii z blogu Kreatywnie za wyróżnienie. Już takie posiadam więc nie dopełniam wszystkich formalności ale jest mi bardzo miło, że znalazłam się wśród wybrańców :)))
Poza tym Jabloniee zaprosiła mnie do odpowiedzenia na zestaw pytań - wywiążę się jak będę miała luźniejszą chwilę - dziękuję, że o mnie pomyślałaś!
A tak w ogóle cieszę się temperaturą bo w końcu mogę chodzić lekko ubrana i nie marznę (marznę nieco dłużej niż statystyczni inni, co gorsza marznę dłużej i wcześniej zaczynam). Pozdrawiam więc cieplutko i bardzo dziękuję, że do mnie zaglądacie! :***
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Gęsi
Skrzynka (dosyć sporych rozmiarów), shabby chic z serwetką, którą przywiozłam sobie z podróży poślubnej (z Helu). Działo się to parę dobrych lat temu i paczka owych serwetek już zupełnie zeszczuplała. A to bardzo wdzięczna serwetka :)
W skrzyni jak widać na zdjęciu przechowuję cukierki dla uczestników warsztatów. Bardzo lubię widok dziecięcych minek, kiedy ją otwieram - jakbym tam trzymała prawdziwe skarby :)
Cieszę się, że podobał się Wam post o podstawach decoupage'u. Postaram się niebawem coś w tym temaie dorzucić ;)
niedziela, 10 czerwca 2012
Decoupage - jak zacząć
Ponieważ dostaję dużo pytań na temat rozpoczęcia
decopupage’u postanowiłam opisać to, co moim prywatnym zdaniem może stanowić
ZESTAW STARTOWY. Prawda jest taka, że rynek decu oferuje nieskończoną gamę
produktów różnych zastosowań a będąc na etapie próbowania swoich sił można się
bez znacznej większości obyć. Ja tej techniki uczyłam się zupełnie sama, gdy
jeszcze nie była tak popularna – tylko domownicy wiedzą ile nerwów czasem mnie
to kosztowało. Dlatego wiem, że podpowiedzi i możliwość podpatrzenia są bezcenne.
Z drugiej strony samemu też się da :D
Śmieję się, że uprawiam decoupage praktyczny i takiego też
uczę – w Niebieskich Migdałach i w pracy. W pracy próbują go osoby, które
często ostatni raz pędzel trzymały w ręce w szkole podstawowej i nawet nie są do
końca przekonane, czy w ogóle chcą próbować. Prawie zawsze są zaskoczone, że
technika jest prostsza niż się zdaje a efekty imponujące. To taka dygresja dla
tych, którzy się wahają, chcieli by zacząć ale robią to od następnego długiego
weekendu ;)
Przechodząc do rzeczy (wszystko z autopsji, na bazie prób i
błędów):
PODKŁAD – nie używam – powierzchnia musi być dobrze
odtłuszczona – świetnie nadaje się do tego płyn do naczyń lub denaturat (lub
jedno i drugie). Powierzchnie, które były wcześniej pomalowane należy zmatowić
czyli przetrzeć papierem ściernym.
TŁO – cienie i wszystko inne co pasuje – stosuję farby
akrylowe, takie z puszki ze sklepu z farbami – konkretnie polecam Śnieżkę.
KLEJ – specjalnych klejów nie używam. Zazwyczaj są
produkowane na bazie wikolu. Dawniej używałam więc wikolu koniecznie
rozcieńczonego wodą. Teraz przyklejam lakierem akrylowym bezbarwnym (używam go
również do wykańczania/wtapiania/zabezpieczania). Kupuję dowolne lakiery w
puszkach – ważne, że akrylowe i bezbarwne. Jeśli serwetki, które będziemy
przyklejać są firmy Maki lub Daisy polecam „Lakryl” ponieważ nie rozmazuje
nadruku.
LAKIER – patrz „klej” ;) Lakierowanie w nieskończoność
zapewnia wtopienie serwetki czyli zniwelowanie progu jaki powstaje między
powierzchnią a serwetką. Dla lepszego efektu i zniwelowania zmarszczek można co
drugą warstwę lakieru przecierać wodnym papierem ściernym, najdrobniejszym na
świecie (np. 1200). Początkującym zalecam szlifować co trzecią lub co czwartą
warstwę ;)
PĘDZLE W DŁOŃ – pędzle to w zasadzie kwestia indywidualnych
preferencji – ja lubię płaskie (ławkowce), jak najmiększe. Wielkość – im
szersze tym lepiej oczywiście proporcjonalnie do serwetki.
Należy pamiętać, że serwetki (rozwarstwione!!!) przyjmują
kolor tła – tło musi więc być jasne i w miarę neutralne. Motywy można wycinać
lub wydzierać – w zależności od „konkretności konturów”.
Przyklejanie następuje przez malowanie lakierem po serwetce
(z wierzchu).
PODSUMOWANIE czyli LISTA ZAKUPÓW
- serwetka
- farba akrylowa
- lakier bezbarwny akrylowy
- coś do ozdabiania (na początek polecam przedmioty z odzysku – butelki, puszki, pudełka).
To na początek :) Pękania, przecierki i
inne czary mary innym razem :)
A korzystając z okazji chcę się pochwalić dwiema rzeczami.
Ostatnio przyleciał do mnie Aniołik, zrobiony przez Jolcię z blogu Moje hobby moja pasja. Jest śliczny a że jest Niebieski i przyleciał bezpośrednio do Niebieskich Migdałów już tam zostanie i będzie strzegł weny twórczej. Ujmujący za serce wierszyk o tym "Skrzydłoaureolku" możecie przeczytać tutaj.
Na zdjęciu jest również opakowanie, w którym podróżował - prawda, że śliczne? :)A drugie chwalenie się to w zasadzie podziękowanie dla pani Danusi. Pani Danusia jest z wykształcenia introligatorem. Kiedyś powiedziałam jej, że mam dwie bardzo ważne dla mnie książki, o które boję się, że się rozsypią, bo nie dużo już im brakuje. Jedna to "Alicja..." a druga to wiersze Brzechwy, które należały jeszcze do mojej mamy jak była małą dziewczynką. Pierwsza książka ma ilustracje Tenniela, druga Szancera (nazwiska nie wymagające komentarza ;)). Pani Danusia powiedziała, że je dla mnie oprawi (ja miałam na myśli sklejenie, oprawienie w płótno introligatorskie i przeklejenie okładki) - okładki mają wewnątrz a to co dostałam absolutnie przerosło moje najśmielsze marzenia.
Pani Danusiu dziękuję z całego serca! Te książki mają dla mnie jeszcze większą wartość bo w obecnej postaci są świadectwem bezinteresownej ludzkiej życzliwości i dobroci (co do których jestem przekonana, że wracają do darczyńców). Bardzo serdecznie pozdrawiam i czekam w Niebieskich...
Pozdrawiam też wszystkich tych, którzy dotrwali do końca tego rekordowo długiego posta, całuski!
Subskrybuj:
Posty (Atom)









































