poniedziałek, 5 listopada 2012

In this style 10/6

Gdyby Szalony Kapelusznik był kobietą w mojej Krainie Czarów miałby właśnie taki kapelusz!




Jest zrobiony na wymiar bywalczyń Monster High i jest pierwszą i jedyną jak dotąd częścią garderoby wykonaną przeze mnie. Oczywiście jestem z niego dumna ;), ma na sobie materiałowe różyczki i całą masę koralików. Części filcu specjalnie zszywałam niedbale bo uznałam, że tak bardziej będzie pasować do Szalonej (bądź co bądź) Kapelusznicy.
Do tej roli na razie najbardziej pasuje przemalowana kiedyś przeze mnie Frankie Stein - oczy w różnym kolorze współgrają wyśmienicie z nakryciem głowy :)

Mam nadzieję, że kiedyś starczy mi cierpliwości, samozaparcia i umiejętności, żeby dorobić resztę stroju - marzy mi się zielony surdut ;)

A co do postaci Szalonego Kapelusznika to czy wiecie, że określenie Mad Hatter nigdy nie zostało użyte przez Carrolla? Ta postać nazywa się Hatter (albo Hatta, "po drugiej stronie lustra"). O tym, że Kapelusznik i Marcowy Zając są obaj szaleni informuje Alicję Cheshireski Kot.
Postać inspirowana była angielskim powiedzonkiem "szalony jak kapelusznik" (as mad as a hatter). Taka etykietka wzięła się stąd, że dawniej kapelusznicy do spilśniania filcu używali rtęci, której opary powodowały często nieodwracalne zmiany neurologiczne.


Nie mogłam się powstrzymać od Kapelusznikowej dygresji. Gdyby kapelusz był czerwony pisała bym o Mickiewiczu ;)
"Niedaleko Damaszku siedział diabeł na daszku,
w kapeluszu czerwonym, kwiatuszkami upstrzonym".

Całuski dla wszystkich, którzy dotrwali do końca posta (i dziękuję za wszystkie ciepłe słowa o kotach) :*

niedziela, 4 listopada 2012

A anielskie cukierki trafią do...

Bardzo dziękuję wszystkim za udział w mojej rocznicowej zabawie. Cieszę się, że dzięki niej miałam okazję poznać wiele nowych blogów (jeszcze nie zdążyłam wszystkich dokładnie poczytać ale z przyjemnością zaległości nadrabiam).
W ogóle jest mi niezmiernie miło, że do mnie zaglądacie, że komentujecie - każde odwiedziny i każde słowo są dla mnie wielką wartością! Dziękuję i pozdrawiam cieplutko :)

A teraz do rzeczy - zgłosiło się 50 osób. Ku mojemu zaskoczeniu Pan Random, który mi zawsze pomagał dziś nie działa, znalazłam nowego Pana Randoma.




Jak widać Pan Random podpowiedział 18 komentarz czyli anioły trafią do autorki blogu Oliwkowe pasje.
Serdecznie gratuluję i czekam na dane do wysyłki.


Jak już jestem w temacie ogłoszeń to dalej szukam stałego domu dla kociaków.
Ale mam pozytywną wiadomość. Siostra mojej mamy powiedziała, że jeśli nie znajdą domu do nadejścia "prawdziwej zimy", do wiosny może je przygarnąć. Oczywiście lepiej było by gdyby mogły gdzieś zostać na stałe ale ciepły kąt gdy mróz i śnieg - jest nie do przecenienia.
Tak więc akcja trwa (jeszcze ponoć przez trzy tygodnie ma być bez mrozów). Kiedy zabierzemy koty z działki rozlosuję kocie upominki spośród wszystkich, którzy tak wspaniałomyślnie dołączyli do akcji. Mam jednak szczerą nadzieję, że może do tego czasu znajdą dom na zawsze :) Dziś się z nimi widziałam - są niezmiennie słodkie i przymilne!


Życzę wszystkim miłego tygodnia, z szelestem liści pod nogami i jesiennymi kolorami wokół :)

wtorek, 30 października 2012

Przeróbki i przechwałki

Dziś będę się chwalić cukierkami ale najpierw przeróbkowa przysługa.
Przyjaciółka przywiozła sobie z zagranicznych wojaży breloczek, który nie wytrzymał próby czasu. Nie chciała jednak przywracać breloczkowi życia bo wolała go widzieć jako bransoletkę. Problem ujęłam makramowo a właścicielka z efektu jest bardzo zadowolona, ja też ;)






Ostatnio szczęście się do mnie uśmiechnęło dwa razy (nie mam na myśli mleczaka - młynek wrócił już do łask).
Wygrałam Tyci Candy u Rudlis z blogu love, life and crafts. Ćwieki, klamerki, dzwoneczki (już wiem do czego wykorzystam klamerki)
oraz papierowe przydasie.

I to nie wszystko bo u Ani z blogu w małym domku wygrałam czarno - białego cukierka - kolczyki, broszkę i pomysłową zakładkę :)

Za oba cukierki bardzo serdecznie dziękuję a wszystkich zaglądających pozdrawiam cieplutko :)))

niedziela, 21 października 2012

Skrzynka z truskawek i straszna historia

Zatęskniłam za nową skrzynką po truskawkach (wcześniejsze można zobaczyć tutaj, tutaj albo tam). Padło na serwetkę z sowami firmy Maki, która bez reszty mnie zauroczyła. Kolory są nieco inne w rzeczywistości ale pomimo różnych opcji oświetlenia cały czas wychodziły nie takie i w końcu dałam za wygraną (szafirowy ze środka w rzeczywistości jest fioletem) :/
Skrzyneczkę dedykuję Marcie z blogu Dziupla Sowy ze względów oczywistych :)






I jeszcze straszna historia a w zasadzie opowieść o tym, że czasem zdarza mi się na prawdę absolutnie, całkowicie zdziwić (jak kot - od czubka nosa po koniuszek ogona). Do tej pory nie zdecydowałam czy to bardziej śmieszne czy straszne i po prostu muszę się podzielić.
Kocham miniaturowe przedmioty a jeszcze bardziej jeśli są stare. Udało mi się na Allegro upolować malutki (6cm) młynek, który w rzeczywistości jest zastrugaczką (ostrzałką, temperówką - jak tam się u Was mówi :) ).
Odebrałam z poczty przesyłkę, cała zadowolona, odkryłam że szufladka się odsuwa (co potem okazało się logiczne bo wpadają do niej strużynki). Strużynek było pełno więc oczywiście zaczęłam się dziwić bylejakości sprzedających. Szuflady nie wyciąga się do końca więc wysypywanie ich było dość żmudne. Kiedy myślałam, że już wypadły wszystkie okazało się, że jeszcze było kilka więc solidnie potrzepałam młynkiem we wszystkie strony tak, żeby już nic nie zostało i gdy otworzyłam szufladę znalazłam w środku...
mlecznego zęba (!).
Myślę, że młynek miał może kilku właścicieli i dla pierwszego był bardziej skarbcem niż zastrugaczką. Napisałam sprzedawcy, że jestem skłonna zęba odesłać ale ten odpisał że nie jest w stanie ustalić właściciela.
Od tego czasu mam do młynka leciutki dystans. Wiem, że mi przejdzie ale na razie młynek gościnnie przebywa na biurku mojego męża :)

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i idę napawać się pogodą :*

poniedziałek, 15 października 2012

Wianuszek

W sobotę udało mi się złapać nieco słońca u rodziców na działce i postanowiłam zrobić jakiś wianuszek. Padło na mały rozmiar i muszę przyznać, że z tują i miechunką bardziej wyrazisty byłby nieco większy.




Ten nie jest zły ale brakuje mu nieco do kolastego kształtu. Poniżej zdjęcie jak prezentuje się wisząc na okiennej klamce (niestety pod słońce ale żywcem nie miałam go gdzie powiesić).



Zupełnie nie wiem jak w zeszłym roku miałam cierpliwość do tworzenia np takich okazów:



Bardzo lubię jesień ale w tym roku wcale mnie nie cieszy - martwię się, o kociaki, które jeszcze nie znalazły domu, przecież robi się coraz zimniej...
Bardzo dziękuję tym z Was, które włączyły się w moją akcję, a osoby które mogą jeszcze umieścić u siebie banerek lub popytać wśród krakowskich znajomych bardzo proszę...
Popatrzcie jakie to słodzinki :)



Pozdrawiam cieplutko i bardzo dziękuję za wszystkie życzliwe słowa w waszych komentarzach :***

środa, 10 października 2012

Konewka

Dla przeciwwagi po zombiaczku - elf :)
To jedna z moich ulubionych serwetek (kupiłam dwie przez internet parę lat temu, po czym ślad po nich zaginął). Nie jestem specjalnie wielbicielką elfów ale ta konkretna seria bardzo mnie urzekła, pewnie chodzi o ważkowe skrzydła. Jakoś ten chłopiec siedzący wesoło na czereśni czy wiśni bardzo sielankowo mi się kojarzy, mogę się bardzo długo wpatrywać w ten wizerunek. I pomyśleć, że został stworzony, żeby ktoś wytarł nim sobie wąsy z tłustego sosu!

Tę konewkę zrobiłam prawie dwa lata temu, jakiś czas stała sobie wystawiona na działanie światła dziennego (wcale nie intensywnego) i odkryłam, że z jednej strony wyblakła. Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło. Teraz stoi tak, żeby słońce nie mogło zbytnio do niej dotrzeć - a o ironio właśnie z pięknym słonecznym dniem mi się kojarzy.

Chciałam się jeszcze pochwalić przydasiami, które dostałam od Jabloniee z bloga Życie decoupagiem zdobione.




I ostatnie zdjęcie, żeby nikt nie myślał, że ustawienie powyższej kompozycji było sprawą prostą ;)





Edycie vel Jabloniee bardzo serdecznie dziękuję a wszystkich gorąco pozdrawiam :***

czwartek, 4 października 2012

Zombie

                                      "Człowiek człowiekowi wilkiem
                                           a zombie zombie zombie"


Zdarza się, że za gęsty gips wlany do formy zatrzymuje pod sobą powietrze tworząc wyraźne ubytki. Takie odlewy w większości przypadków lądują w koszu ale czasem zdarza mi się je przed takim losem uchronić. Ten aniołek nie ma kawałka buzi, ręki, kilku palców u stóp - autor go nie chciał a ja się w nim zakochałam (choć wiem, że pewno nie podzielicie mojej fascynacji).
Kolejna odsłona skrzydeł - tym razem srebrno perłowe i wyjątek - to jedyny aniołek z otwartymi oczami.



Na koniec trochę historii: pojęcie ZOMBIE wywodzi się z kultu voodoo, w którym oznacza kogoś silnie zniewolonego i ślepo lub nieświadomie wykonującego polecenia osoby kontrolującej go. Zniewolenie to następuje najczęściej przez podanie środków odurzających. Takie pojęcie zombie funkcjonowało w kulturze do końca lat 60 a zwrot nastąpił przez X Muzę. W 1968 Romero nakręcił „Noc żywych trupów”, gdzie zombie przedstawiano jako umarłe lecz powstałe z grobu osoby będące amatorami świeżego ludzkiego mięsa. Takich Zombiaków znamy i kochamy do dziś ;)

Zainteresowało mnie jak to jest z protoplastami czyli kim są zombie w voodoo (obecnie wyznawców spotkać można na Haiti i południu Stanów Zjednoczonych). Otóż kapłani mogą uśmiercić człowieka a w kilka dni po pogrzebie przywrócić go do życia. Nie jest to jednak żywy człowiek a jedynie jego ciało jest zamieszkane przez jednego z duchów śmierci. I tu zbliżam się do najciekawszego – taki żywy trup (nazywana na Haiti „cadavre” czyli zwłoki) jest używany do wykonywania prac w polu i gospodarstwie. Oczywiście jest i haczyk – jeśli zombie zje sól lub słoną potrawę uświadamia sobie, że nie żyje, wraca na cmentarz i zakopuje się we własnym grobie.
Na Haiti zdarza się, że aby zapobiec przeobrażeniu się członka rodziny w zombie przebija się go kołkiem lub odrąbuje kończyny a bliscy do kilkunastu dni po pogrzebie pilnują grobu.

Pozdrawiam wszystkich cieplutko - niezależnie od tego czy zombiaków lubią czy nimi gardzą :)

piątek, 28 września 2012

Dalsze anioły i wyróżnienia :)

Na początek kolejne dwa gipsowe ze skrzydłami (już kończę z pokazywaniem ich, będzie jeszcze jeden ale dla ludzi o mocnych nerwach).
Pierwszy z kolei - Anioł Młodopolski. Firma Pelikan produkowała kiedyś farbki akrylowe, w malutkich słoiczkach ale w obłędnych metalicznych kolorach. Niestety już ich nigdzie nie mogę spotkać ale były np. brązowa ze złotą pryzmą, zielona z turkusową i im podobne. Ta ostatnia zainspirowała mnie do pawioskrzydłego anioła, który właśnie z malarstwem młodopolskim mi się kojarzy.




Drugi Aniołek mieszka u mojej teściowej (a konkretniej świekry) i tam też został na poniższym zdjęciu uwieczniony. Nie wiem dokładnie ile takich aniołków pomalowałam ale w dalszym ciągu nie wiem, jaki kolor skrzydeł jest najładniejszy...



A teraz zaległe przyjemności - czyli jest mi niezmiernie miło ponieważ zostałam ostatnimi czasy wyróżniona i to aż trzy razy :)))))

Z Lawendowej kuźni przyszło do mnie wyróżnienie
Ponieważ już takie kiedyś dostałam (i właśnie zauważyłam, że nie dodałam banerka) nie przekazuję go dalej. Za to z kolejnymi postąpię już tradycyjnie.
Kochane - wiem, że niektóre z was już mają takie wyróżnienia ale nie mogę sobie odmówić uhonorowania was tylko dlatego, że ktoś mnie ubiegł :)
Starałam się sprawdzać czy w ogóle przyjmujecie wyróżnienia i jeśli u kogoś przeoczyłam to przepraszam :)


Wyróżnienie z najsłodszym banerkiem trafiło do mnie prosto od Margaretki. Jeśli nie znacie jeszcze jej bloga to gorąco polecam - jest głównie o kosmetykach ale nie tylko i może się poszczycić wspaniałą Bardzo Kobiecą Galerią.
To wyróżnienie chcę przekazać autorkom blogów, na których są różne słodziutkie rzeczy - szyte, lepione, wycinane z drewna, niezmiennie jak tam zaglądam myślę sobie - "ale słodkie"! Można je przekazać 5, 10 lub 15 blogom, na które lubi się zaglądać.






Last but not least  wyróżnienie od Joanny - tym cenniejsze, że w języku ojczystym! 


Można je przekazać przynajmniej 7 blogom - nie będę się przy każdym rozpisywać za co konkretnie ale absolutnie spełniacie warunki pasji, kreatywności, cierpliwości i wielu innych...
A oto moje nominacje:

http://hafcikowoyolci.blogspot.com/

Za wyróżnienia jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję - sprawiły mi wielką radość.
Życzę wszystkim udanego weekendu :*

 

poniedziałek, 24 września 2012

Gipsowo

Od wtorku byłam bez internetu i przyznam, że nie mogłam się doczekać, żeby do Was pozaglądać. Przy okazji postanowiłam, że w najbliższych postach pokażę jak ozdabiałam gipsowe odlewy siedzącego aniołka - inspiracje dla osoby, która zgarnie mojego cukierka :)))

Na początek Anioł Czekoladowy - jeden z moich ulubionych! Mógłby się mniej błyszczeć więc może kiedyś go polakieruję czymś matowiącym.


A tak na marginesie jeśli maluje się farbami akrylowymi po mokrym gipsie bardzo często wychodzi na powierzchnię biały nalot. Wtedy w przypadku odlewów czekoladowych wzrasta ich wiarygodność - wyglądają jak prawdziwa czekolada przechowywana w zbyt niskiej temperaturze :)

Bardzo dziękuję za udział w moim candy ale przede wszystkim serdecznie dziękuję i ściskam wszystkie osoby, które włączyły się w "akcję kotki". Mam nadzieję, że przyniesie efekt i oczywiście osoby, które mogą ją wspomóc banerkiem u siebie bardzo proszę o udział!

Pozdrawiam cieplutko wszystkich, którzy mnie odwiedzają :***


poniedziałek, 17 września 2012

Rocznicowe Anielskie Candy






Więc materią, o której tak enigmatycznie pisałam jest gips. W pracy codziennie staram się pokazać, jaki dobroczynny wpływ może mieć tworzenie i ozdabianie. Odkąd wprowadziłam odlewy z gipsu jest to w zasadzie niepodzielnie królująca technika (decoupage jest na drugim miejscu). I idąc za ciosem, szukając jakiegoś fajnego cukieraska pomyślałam właśnie o gipsowych odlewach.
Osobistego Anioła dobrze jest mieć - stąd candy ANIELSKIE. Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu :)

Do wygrania to co na zdjęciu - he, he ;)

A konkretniej:
Pomalowane przeze mnie aniołki - jeden jest perłowy, z miedzią i różnymi odcieniami złota, drugi udaje stary odlew z brązu (na osobnym zdjęciu wyszedł nieostry więc można się go dopatrzeć jedynie na zbiorowej fotografii).

Ponadto, ponieważ nagroda kierowana jest w większości do osób, które lubią rękodziełem się zajmować - przyjemność sama w sobie czyli surowe, odlewy do własnoręcznego pomalowania. Nie mogłam sobie odpuścić misiowych aniołków bo to jedna z najsłodszych foremek jakie widziałam ;)

Dodatkowo anielskie serwetki i aniołkowe mydełko (malutkie ale ładnie pachnie i spełnia wymogi formalne).
Jeśli coś anielskiego mi jeszcze wpadnie w ręce nie omieszkam dorzucić :)

Zapisy chciałam ustawić do końca października ale pierwszego listopada raczej nie zdążę nikogo wylosować - stąd data 3.11.

Zasady:
  1. Podlinkowane zdjęcie w pasku bocznym (osoby bez bloga proszę o zostawienie maila)
  2. Komentarz pod postem
  3. Czas operacyjny do 3.11.2012.
  4. Będzie mi miło jeśli dołączycie do obserwatorów ale nie jest to warunek konieczny
  5. Osoby mieszkające za granicą proszę o zorganizowanie polskiego adresu do wysyłki :)
O ile macie ochotę proszę o pomoc w szukaniu domu dla kotków z wcześniejszego posta.

I ponieważ się rozpisałam na koniec jeszcze jedno zdjęcie cukierasków :)


Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

niedziela, 16 września 2012

Wielka prośba






Ten post to prośba o pomoc w znalezieniu domu dla dwóch kotków.
Może znacie kogoś z okolic Krakowa, kto chciałby przygarnąć kotka, a najlepiej dwa? Kilkakrotnie już pisałam o tym, że zaprzyjaźniona kotka sąsiadów co roku przynosi moim rodzicom na działkę wszystkie swoje dzieci. Wie, że będą tam bezpieczne, najedzone i kochane i tak jest, tyle że działka ma charakter letniskowy i kotki nie mają szans na przeżycie zimy. Z moich przyjaciół, znajomych i ich przyjaciół i znajomych każdy kto mógł przygarnąć kota - już go ma. W tym roku z pięciu kociąt udało się już znaleźć dom dla trójki - zostały dwa a ja wraz ze spadkiem temperatury robię się coraz bardziej zdesperowana. Tym bardziej, że są to wyjątkowe słodziaczki.

Pomoc może polegać na umieszczeniu powyższego banerka wraz z linkiem na waszych blogach. Nawet jeżeli mieszkacie na północy to przecież na waszego bloga może zagląda ktoś z południa, ktoś kto może przygarnąć kotka, albo zna taką osobę, albo może sami ją znacie?

Ale do rzeczy:
Kotki urodziły się w maju, jedzą stały pokarm, załatwiają się do kuwety. Łapią myszy i lubią sypiać na fotelu - to sugestia, że nadają się i do miasta i na wieś. Od urodzenia były otoczone miłością i ludzkie towarzystwo kojarzy im się tylko dobrze. Marzę, żeby tak zostało... Zależy mi żeby trafiły do kochającego domu bo są przyzwyczajone do głaskania, drapania pod brodą, spania na kolanach i (obawiam się, że infantylnych) zagadywań. Przymilają się i głośno mrrrruczą.
Przebywają we wsi Siedlec koło Krzeszowic, można je odebrać osobiście albo możemy je przywieść.
Z doświadczenia wiem, że dwa koty chowają się lepiej niż jeden więc jeśli ktoś ma warunki na dwa to proszę się nie krępować...

Przedstawię samych zainteresowanych:

SERDUSZKO to oczywiście tymczasowe imię ale przy takiej łatce nie dało się go uniknąć...
Serduszko jest spokojnego usposobienia, raczej z tych co lubią spać. Ma czarne i różowe poduszeczki ale znakiem szczególnym jest serduszko na prawym boku.


OGONEK - ma czarny ogonek z samym koniuszeczkiem białym (nie udało mi się tego uchwycić na zdjęciach).
Ogonek jest największym pieszczochem, dopomina się o wzięcie na kolana i niekończące się głaskanie. Ma różowe poduszeczki, które często eksponuje bo kocha głaskanie po brzuszku i pod paszkami - jak na poniższych zdjęciach.





Jeżeli możecie przygarnąć kotka proszę o kontakt 602-840-594 lub 660-68-38-28.

A teraz nagroda:
Warunkiem jest zamieszczenie banerka na blogu.
Pod postem proszę o zostawienie komentarza, o włączeniu się do akcji.
Kiedy kotki znajdą dom, wśród wszystkich pomagających rozlosuję nagrodę. Poinformuję o tym na blogu ale też skontaktuję się bezpośrednio z wylosowaną osobą (to nie jest typowe candy więc nie musicie zaglądać i sprawdzać ale ważne jest żeby do każdego był jakiś namiar).

Nagrody będą kocie:
Piękna ręczne robiona kartka z kotami, namalowana na liściu figowca indyjskiego (nie jest moim dziełem, została przywieziona z Indii, mam taką samą i oprawiona wisi na ścianie).
Kotek z balsy, ozdobiony przeze mnie wg uznania zwycięzcy - np tak, lub tak, albo nie ozdobiony (do uzgodnienia).
Po jednej serwetce z kotami i słońcem - reprodukcja obrazów Rosiny Wachtmeister (obecnie dość ciężko je zdobyć).
I przydasie, oczywiście kocie :)

Przepraszam, że używam bloga do takich celów ale bardzo mi zależy na znalezieniu kociętom domu.

A W KOLEJNYM POŚCIE ZAPRASZAM NA ROCZNICOWE CUKIERKI :)


czwartek, 13 września 2012

Jesienna piersiówka

Widziałam dziś na chodniku pierwszego kasztana i przypomniało mi się, że mam buteleczkę w temacie. Lubię ozdabiać takie małe butelki bo mogę dać komuś do domu własnej roboty nalewkę, którą częstowałam kiedy np. nie mógł spróbować na miejscu. W ogóle bardzo lubię zwyczaj dawania słodkiego komuś, kto nie mógł się stawić na imprezie. Moja mama zawsze przekazuje jakieś smakołyki nieobecnym a i dostać jest bardzo miło. No i oczywiście cenię sobie, że jak mamy w domu coś dobrego to częstujemy sąsiadów, którzy odwzajemniają się tym samym.
O nie, w ogóle miało być nie o tym... No ale cóż jak już się rozpisałam to do butelki mogę tylko dodać, że przy takich motywach (serwetka Maki) warto jest użyć kleju, który rozmazuje farbę bo robią się delikatne cieniowania :)





Butelkę ozdabiałam jakiś czas temu i teraz stwierdzam, że jeśli się ma wątpliwości co do jakiejś niedoróbki to wcale nie znikają po upływie kilku miesięcy. Mam na myśli kasztanki z tylnej strony, to że są takie urwane, zawieszone. Trzeba było ogonek albo zlikwidować, albo gdzieś dociągnąć... W realu mniej razi niż na zdjęciu (może w tym problem).

A na koniec chciałam tylko napomknąć, że wymyśliłam już rocznicowego cukierka. Muszę go jeszcze przygotować, będzie związany z czymś, czego jeszcze tu nie pokazywałam (a w czym się w pracy prawie codziennie babrzę). Mam nadzieję, że troszkę zaintrygowałam  :)))

poniedziałek, 10 września 2012

"...gdyby nie był na obrazku..."



Zostałam poproszona o uszycie etui na kindle'a - spodobało się moje poprzednie a zarazem pierwsze. Musiałam się przyłożyć bo zamawiająca jest dla mnie bardzo ważną osobą, poza tym jest fanką Czerwonego Kapturka - tyle, że czasem ma na niego nieco inne spojrzenie - jak w przypadku cenionej przeze mnie "Salome" (link do poczytania i pooglądania). Mój Kapturek też nieco odbiega od oryginału (zainspirował mnie projekt Nelly Pailloux z książeczki "Felties").

Pelerynkowe guziczki mają niecałe 5mm - usiłowałam takie kupić i oczywiście wszystkie były za duże. Te wydębiłam od mamy, która z kolei miała je z babcinej bluzki i trzymała na specjalną okazję (cóż - nadarzyła się).
Szyjąc Wilka miałam super zabawę - naprawdę filc jest wspaniałym półproduktem. Dumna jestem z bluszczyku, który swoją drogą dał mi się we znaki ;)



Dla bezpieczeństwa etui wypełnione jest pianką crea - oczywiście czerwoną :)







Powiem Wam, że odkąd mam Kindle'a pod względem czytelniczym znowu czuję, że żyję! Poza tym nie straszne mi kolejki, poczekalnie i podróże miejska komunikacją. Wczoraj kupiłam Murakamiego, którego od dawna miałam w wersji papierowej i nie miałam kiedy nawet otworzyć. Nie wyobrażam sobie braku książek na półce ale niestety już nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez e-booków.
Dla tych co mają podobnie polecam stronę http://www.publio.pl/, na której się ostatnio zaopatruję (taniej i niekiedy przedpremierowo).

Życzę wszystkim miłego tygodnia :***

piątek, 7 września 2012

...i deszczem podlewa ogórki....

Na początku chciałam bardzo, bardzo podziękować za wszystkie życzenia - czytając je czułam się wspaniale! To dla mnie zaszczyt, że zaglądacie na mojego bloga :))))

Dziś w komplecie do poprzedniego posta pokazuję Leśną Ogrodniczkę. Strój ma odciskany z prawdziwych roślin :)



Na koniec Galeria Bury Kot ma zaszczyt zaprosić ;p
Jeśli w sobotę będziecie w Krakowie to przy okazji święta ulicy Felicjanek odbędzie się druga edycja targów rękodzieła w Cafe Szafe. (poniższe zdjęcie z ich strony) :)


Serdecznie zapraszam i mam nadzieję, że jednak nie będzie padać :)

poniedziałek, 3 września 2012

No i rocznica :)))

Zaglądałam na Wasze blogi i natchnęło mnie, że to właśnie 3 września opublikowałam pierwszego posta. Zleciało bardzo szybko.

DZIĘKUJĘ ZA WASZE TOWARZYSTWO I WSZYSTKIE CIEPŁE SŁOWA - DODAJĄ SKRZYDEŁ I SPRAWIAJĄ, ŻE BLOGOWANIE JEST TAKIE PRZYJEMNE!

Dziś ceramika - refleksyjnie i stosownie do okazji - zamyślona skrzatka - z założenia w śmiesznym nakryciu głowy :)







Oczywiście ogłoszę jakieś rocznicowe candy - jasna sprawa - ale muszę wymyślić odpowiedniego cukieraska :)
Na razie bardzo serdecznie wszystkich pozdrawiam :***