czwartek, 19 lipca 2012

Trawa

Ostatnio w pasmanterii zobaczyłam kolorowe lniane nici a wśród nich trzy odcienie zieleni - od razu pojawiła mi się wizja :) Tak powstał naszyjnik i bransoletka do kompletu. Wyglądają jakby były z ususzonych źdźbeł trawy, dołączyłam żuczka żeby dopełniał całości. Robiłam wcześniej takie naszyjniki ale to połączenie kolorów mnie zachwyciło...














I bransoletka :)



Chyba będę mieć przerwę w blogowaniu bo mama mojego szczęścia zabiera nas do Grecji. Z tego co czytałam na stronie hotelu z internetem może być lipa... Za to mam zamiar po powrocie zamieścić jakieś zdjęcia, może uda mi się podpatrzeć jakieś inspiracje :)

Bardzo wszystkich serdecznie pozdrawiam i dziękuję za wszystkie komentarze - sprawiają mi ogromną radość. Duża buźka!

wtorek, 17 lipca 2012

Ciąg dalszy

Szybciutko dołączam dalsze zdjęcia, bo to w zasadzie miał być jeden post :) Napiszę tylko, że do początku grudnia zeszłego roku w życiu bym nie powiedziała, że się wkręcę w lalki. Potem znajoma dziewczynka pokazała mi wampirzycę, którą przyniósł jej Mikołaj i nie mogłam oderwać oczu, zwłaszcza dłonie i ruchome nadgarstki zrobiły na mnie wrażenie... Na tym kończę bo nie chcę się rozgadywać. Dziękuję za komentarze, fajnie że piszecie to co myślicie! Dużo całusków :)






















Jesteście tu jeszcze? Dla tych co wytrwali - specjalne pozdrowienia ;)

Spectra Vondergeist

Dziś będzie o lalce :)

Zacznę od kluczowych słów - mam nadzieję że nie poczujecie się tym urażone ale rok temu żadnego z nich nie kojarzyłam z przerabianiem lalek a definiuję po swojemu i na czuja bo ekspert ze mnie żaden.
OOAK (one of a kind) - jedyna w swoim rodzaju - kategoria dla mnie dość nadużywana bo jako odnosząca się do wszystkiego, co nie zeszło z mechanicznej taśmy produkcyjnej może dotyczyć całego rękodzieła. Przy lalkach  chodzi właśnie o to, że nie są już tymi z fabryki, jedną podobną do drugiej...
Customizacja, repaint - są na to polskie słowa, które nie wiem dlaczego nie mogą być używane - "przerobienie" i "przemalowanie" świetnie oddają sedno sprawy.
Monster High - książka, film i linia lalek firmy Mattel na ich podstawie. Generalnie chodzi o liceum dla potworów będących dziećmi potworów - osobiście uważam że to bardzo fajny pomysł. Same lalki urzekły mnie swoją formą - mają ruchome stawy, przepiękne dłonie, twarze, są cudowne. Myślę, że kręcą osoby przed 15 rokiem życia i 30+. Ja w każdym razie się zakochałam. Każda lalka ma stojak więc można je traktować w kategoriach figurek. No i sam proces przerabiania - to cudowne, że każdej można nadać nową, niepowtarzalną twarz! Zwłaszcza, że każda ma inne rysy! Operettę, która nie jest jeszcze skończona pokazywałam kiedyś tutaj.



Nie chciałam pisać długiego posta ale chyba przed tym nie ucieknę. Dziś prezentuję Spectrę Vondegeist, która jest córką ducha. Na to konto ma przezroczyste dłonie i stopy, jej włosy są fioletowe, czego na większości zdjęć nie widać bo w dziennym świetle wychodzą szafirowe. Ma (w przeciwieństwie do innych lalek) bardzo dojrzałą twarz - nie czarujmy się - dlatego z nią sympatyzuję ;)

Spectrę kupiłam bardzo okazyjnie na allegro. Była już przerobiona, jak się potem dopytałam przez samą sprzedającą. Miałam duże opory czy wypada przerobić coś, co ma już etykietkę OOAK ale potem pomyślałam, że jest w końcu moją własnością. Poniżej zdjęcie lalki oryginalnej i takiej jaka trafiła do mnie (właściwy kolor włosów to ten z prawej!).


Na początku bardzo mi się podobała ale z czasem, zwłaszcza gdy patrzyłam na nią z daleka zapragnęłam żeby miała wyraźniejsze oczy. Zostawiłam usta bo są bardzo fajne i świadczą o tym, że ma jakąś dłuższą historię. Sama też zrobiłam sukienkę (kupiłam ją bez ubrań) - nie piszę "uszyłam" bo nawet nie dotykałam jej igłą z nitką.



MOJA Spectra nie jest duchem, jest (wiecznie) zadumaną opiekunką roślinności. Jej dłonie i stopy są z rodzaju mgiełki, żeby zapewnić jak najbardziej delikatny dotyk płatkom i liściom.

Jutro pokażę więcej zdjęć z tej plenerowej sesji bo dziś prozaicznie po prostu marzę o pójściu spać.
Za to bardzo Was wszystkie pozdrawiam :)

czwartek, 12 lipca 2012

Etui na kindla

Dzisiejszy post piszę z niewypowiedzianą dumą ponieważ pomijając broszki pierwszy raz coś uszyłam! I to jeszcze praktycznego i funkcjonalnego :)))
Guru od etui jest Kasia z Kiosc'u ale chciałam się sama zmierzyć z tematem. Coby gadżet był bezpieczny (niestety odgapiając od Kasi) środek wyłożyłam pianką crea. Na usprawiedliwienie mam, że gdybym nie widziała tego w perfekcyjnych kioscowych pracach może sama bym na to wpadła bo crea miałam kupioną od kilku lat na kolczyki (nigdy się nie doczekała) i leżała razem z filcem. Z resztą kolory etui (poza kotem) są nieco przypadkowe bo najgrubszy filc w arkuszu jaki miałam był zielony a pianka była różowa i beżowa (padło na tą pierwszą). Nieprzypadkowy był tylko kot - wzorowałam go na Jiji'm z "Podniebnej poczty Kiki". Byłam tak zaaferowana, że nawet zorganizowałam sobie metkę ;)
Oczywiście nie obyło się bez wpadki - zapięcie było przewidziane inne ale okazało się, że czytnik jest takim grubasem, że wszyte już rzepy absolutnie na siebie nie trafiły. Konieczność kolejnych zmian nieco mnie załamała ale w rezultacie wyszło chyba fajniej od zakładanej wersji. I kolejny raz przydało się moje kupowanie rzeczy na wszelki wypadek - tasiemka z motylkami, którą wykończyłam zapięcia była kupiona bez celu - tylko dlatego, że mi się spodobała. No i pasuje! :)









Nad e-bookiem zastanawialiśmy się od kilku lat ale wcześniej bałam się, że wyświetlacz męczy oczy. Potem u kogoś spróbowałam i przekonałam się. Subiektywnie nie do przecenienia jest dla mnie fakt, że mogę czytać w autobusach, co z książką, gazetą a nawet sms'em przyprawiało mnie momentalnie o chorobę lokomocyjną. Może dzieje się tak dlatego, że stabilniej trzyma się go w dłoni?
Życzę wszystkim szczęśliwych podróży i ciekawych lektur :)

niedziela, 8 lipca 2012

Gablotka

Dziś prezentuję "gablotkę" na biżuterię tematyczną. Jest zrobiona ze skrzynki po truskawkach, takiej jak ta, albo ta - zawsze myślałam o nich w tradycyjnych kategoriach i tak też je przerabiałam. Pomysł odwrócenia jej i alternatywnego wykorzystania podsunęła mi mama - mamę pozdrawiam :)
Problem z bransoletkami z poprzedniego posta jest taki, że dopiero trzeba im się przyjrzeć żeby zobaczyć według jakiego klucza są zrobione. Z daleka wyglądają jak klasyczne dzindzibołkowe, tyle że z innego metalu. Powieszone w takiej skrzynce (mam nadzieję!) bardziej przyciągają wzrok a tło skrzynki podpowiada temat. Oczywiście całość zrobiłam z myślą o kiermaszach.





 Na zdjęciach nie widać tego najlepiej ale skrzynka oprócz białego pomalowana jest właśnie kolorem antycznego brązu.








Mam jeszcze pomysły na kilka innych, (problem mam z czasem, nie z natchnieniem). Jak ma się czas pewnie brakuje tego drugiego...
Cóż na razie, ponieważ nabyliśmy kolejny elektroniczny gadżet będę robić na niego etui, jak zrobię oczywiście nie omieszkam się pochwalić.

Dla wszystkich duuuża buźka :)

czwartek, 5 lipca 2012

Wonderland

Dziś nie będę się rozpisywać. Chcę pokazać bransoletki inspirowane jednymi z moich ulubionych ilustracji John'a Tenniel'a do jednej z moich ulubionych książek. A swoją drogą wiedzieliście, że pierwsza wersja miała tytuł "Przygody Alicji pod ziemią" (Alice's Adventures Under Ground)?
Jedna z bransoletek jest z rzemyków, poza tym wszystkie są z adorowanego ostatnio przeze mnie antycznego brązu. Bransoletki zainspirowały mnie do innego, nie biżuteryjnego wytworu, który pokażę w kolejnym poście. Pozdrawiam wszystkich i dziękuję, że do mnie zaglądacie! :)























poniedziałek, 2 lipca 2012

Uwolnić się od zaległości...

Dziewczyny - jak Wy to robicie, że macie czas na blogową aktywność? Ja bardzo ją lubię ale coś w temacie niedomagam ;)

Byłam wczoraj na targach rękodzieła w Cafe Szafe, tradycyjnie już z Kasią z KIOSCu. Atmosfera była super, niestety wydarzenie przegrało z pogodą - był taki upał, że frekwencja ograniczyła się do przyjaciół i rodzin. Z tego miejsca pozdrawiam moją teściową a prawidłowiej rzecz ujmując świekrę, dzięki zakupom której wyszłam na plusie :) Oczywiście nie chciałam jej niczego sprzedawać - wolałam dać w prezencie ale usłyszałam "przestań, bo jak się zdenerwuję to wszystko od ciebie kupię!" :) Jadziu - duuuża buźka!
Sama też poczyniłam zakupy - kupiłam dwa pierścioneczki - jeden z ważka, drugi z kotkiem (moim zdaniem kotkiem), od przemiłej Moniki. Najpierw wypatrzyłam je na jej blogu, potem stresowałam się czy będą i czy będę te konkretne a potem to już się tylko cieszyłam i chwaliłam. To link posta z pierścionkami na blogu Moniki.

Jakiś czas temu Jabloniee zaprosiła mnie do zabawy w 11 pytań. Zasadą jest odpowiedzenie na 11 zadanych pytań (na swoim blogu rzecz jasna), wybranie 11 kolejnych osób, które chce się zaprosić do zabawy, a które jeszcze nie brały w niej udziału i wymyślenie dla nich swoich pytań. Oczywiście należy podać zaproszeniodawcę.
Poniżej pytania, jakie zadała Jabloniee i moje odpowiedzi:
  1.  Ziemniaki czy makaron? ziemniaki
  2. Góry czy morze? morze
  3. Słońce czy cień? słońce
  4. Wino czy piwo? zależy od okoliczności
  5. Książka czy kino? książka
  6. Komputer czy telewizja? komputer
  7. Wieczór przy świecach w domu czy wyjście na miasto? oba w równowadze
  8. Espresso czy latte? herbata
  9. Hotel czy namiot? hotel
  10. Szpilki czy tenisówki?  tenisówki
  11. Pędzel czy igła? pędzel
Dziewczyny, niestety nie dam rady wytypować 11 blogów, które jeszcze się nie bawiły bo była to zabawa dość popularna ostatnimi czasy a prawie tuzin to dużo i najzwyczajniej nie mam czasu :(
Bardzo, bardzo proszę - kto ma ochotę niech przejmie pałeczkę!
A oto moje pytania:
  1.  miasto czy wieś?
  2. loft czy willa z ogrodem?
  3. szpinak czy brukselka?
  4. guitar hero czy mortal combat?
  5. Murakami czy Coelho?
  6. małe kino czy multipleks?
  7. kolorowo czy monohromatycznie?
  8. lato z plażą czy zima z nartami?
  9. loki czy proste?
  10. wampiry czy wilkołaki?
Na koniec druga część prezentu dla taty - pudełko na herbatkę :)







 Na końcowy koniec banerek do zabawy, żeby nie było ... ;)


Ale mi wyszedł długaśny post ale tak to jest jak się chce i na bieżąco i z zaległości... Pozdrawiam (gorąco) i delektuję się temperaturą :)

niedziela, 24 czerwca 2012

Prezent dla taty

Dziś chwalę się tym, co w sobotę dostał ode mnie tata :) Jak już pisałam serwetki poszukiwałam przeszło pół roku ale zawzięłam się ponieważ jest ona idealną ilustracją tego, co od kilku lat ma miejsce na działce a w zasadzie w ogrodzie moich rodziców. Serwetkę udało mi się kupić w sklepiku u Kejti.
A więc nie w ślicznym starodawnym wózku a w pyszczku (ale w ilości zbliżonej, moim subiektywnym zdaniem) zaprzyjaźniona kotka sąsiadów w okolicy maja... W sumie jest to z jej strony dość uczciwe. Znalazła "życzliwych" (żeby nie powiedzieć "frajerów"), którzy krzywdy nie robią a wręcz przeciwnie, jeść dają, głaszczą, pieszczą, wyciągają kleszcze i przemawiają z czułością. Ile można znosić myszy? Przynosi to, co ma najlepszego i niech sobie już tam radzą z nimi... I cóż - tata kotki kocha, mają bezpieczny domek, zrobiony ze starego ula, co roku ulepszany (ma część sypialną, ogrodzone patio a w tym roku pojawiła się osobno toaleta - żwirek zawsze był, ale teraz jest w innej części z wejściem z patio). Tak, to mnie zaskoczyło - mówię "mamo, tam w tylniej części patio jest taka wielka szpara, kotki mogą wypaść!" a mama: "to nie szpara to wejście do toalety"... Oczywiście kotki z wozu - prawowitym właścicielom lżej a my dealujemy kociątkami od dobrych kilku lat; jest to temat na zupełnie oddzielnego posta. Nadmienię tylko, że pierwszy był ten czarno-biały co się wpycha czasem na pierwszy plan jak robię zdjęcia.

Prezent składał się z dwóch części (w kolejnym poście pokażę następną). Dziś prezentuję segregator na listy (jak to się właściwie nazywa?!). Zrobiłam go w stylu schabby chic, dwukolorowy, żeby pasował do serwetki i nie odciągał od niej uwagi.






Środkową przegródkę można wyciągnąć - była najwygodniejsza do ozdabiania ;)



Oczywiście tu też będę apelować do mieszkańców okolic Krakowa a w zasadzie Krzeszowic o przygarnięcie maluchów ale nie uprzedzam faktów ;p
Bardzo wszystkich pozdrawiam i życzę miłego tygodnia :)

czwartek, 21 czerwca 2012

Osłonka na doniczkę

W temacie blogowanie mam coraz większe zaległości więc postanowiłam dodać coś na czasie. Co prawda tulipany już od dawna nie kwitną ale osłonka na doniczkę do początku lata jak najbardziej pasuje :) W sumie jak na razie szkoda mi ją przeznaczyć na kwiatka i trzymam w niej strzępki serwetek. Już wielokrotnie przekonałam się, że taki strzępek może czasem całkiem uratować kompozycję :) Poza tym przygotowuję decuprezent dla taty na sobotę więc jak już go wręczę nie omieszkam się pochwalić (zwłaszcza, że na serwetkę polowałam ponad pół roku).






Bardzo dziękuję Livii z blogu Kreatywnie za wyróżnienie. Już takie posiadam więc nie dopełniam wszystkich formalności ale jest mi bardzo miło, że znalazłam się wśród wybrańców :)))
Poza tym Jabloniee zaprosiła mnie do odpowiedzenia na zestaw pytań - wywiążę się jak będę miała luźniejszą chwilę - dziękuję, że o mnie pomyślałaś!
A tak w ogóle cieszę się temperaturą bo w końcu mogę chodzić lekko ubrana i nie marznę (marznę nieco dłużej niż statystyczni inni, co gorsza marznę dłużej i wcześniej zaczynam). Pozdrawiam więc cieplutko i bardzo dziękuję, że do mnie zaglądacie! :***

czwartek, 14 czerwca 2012

Franciszek

Dawno nie dodawałam nic z ceramiki więc nadeszła pora na kolejną figurkę. Figurkę nazywam Franciszkiem (nie jest to ten święty ale skojarzenie dokładnie to). Do ulepienia go zainspirował mnie pewien ptaszek, który przylatywał do ogrodu na działce moich rodziców. Kiedy mi o nim opowiadali myślałam, że coś koloryzują ale widziałam to na własne oczy. Otóż kiedy tata zaczynał plewić albo coś kopać w ziemi - nie widłami czy szpadlem a klęcząc i przy użyciu mniejszych narzędzi, od razu przylatywał mały, poczochrany, śmieszny ptaszek i siadał w odległości wyciągnięcia ręki. I taki to był tandem - jak tata znalazł w ziemi jakiegoś robaka kładł go przed ptaszkiem, który bez zastanowienia połykał prezent. Wiem, że zwierzęta mogą wyczuwać swoich miłośników ale ten konkretny rozczochraniec był wyjątkowym spryciarzem. I na dodatek bystrzakiem skoro skojarzył cudze kopanie w ziemi z dostępem do przekąsek :)
Ceramiczne ptaszki były szkliwione na żółto ale w trakcie wypalanie zostały zabarwione oparami KD14. To miały być takie wesołe kanarki (żeby się nie kojarzyły z gołębiami bo jako Krakowianka nie uznaję goszczenia na sobie Columba livia f. urbana, lubię je karmić ale bez spoufalania się!). Dodatkowo jeden siedział na naczynku (do którego wg koncepcji miałam wsypać drobne nasionka) ale się oderwał i gdzieś odleciał...



Podobno jutro ma być ostatni taki rozszlochany deszczem dzień i już nie mogę się doczekać upałów - choć bardzo lubię chodzić w moich kaloszach w kolorowe paski :)

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Gęsi


Skrzynka (dosyć sporych rozmiarów), shabby chic z serwetką, którą przywiozłam sobie z podróży poślubnej (z Helu). Działo się to parę dobrych lat temu i paczka owych serwetek już zupełnie zeszczuplała. A to bardzo wdzięczna serwetka :)
W skrzyni jak widać na zdjęciu przechowuję cukierki dla uczestników warsztatów. Bardzo lubię widok dziecięcych minek, kiedy ją otwieram - jakbym tam trzymała prawdziwe skarby :)



Cieszę się, że podobał się Wam post o podstawach decoupage'u. Postaram się niebawem coś w tym temaie dorzucić ;)

niedziela, 10 czerwca 2012

Decoupage - jak zacząć


Ponieważ dostaję dużo pytań na temat rozpoczęcia decopupage’u postanowiłam opisać to, co moim prywatnym zdaniem może stanowić ZESTAW STARTOWY. Prawda jest taka, że rynek decu oferuje nieskończoną gamę produktów różnych zastosowań a będąc na etapie próbowania swoich sił można się bez znacznej większości obyć. Ja tej techniki uczyłam się zupełnie sama, gdy jeszcze nie była tak popularna – tylko domownicy wiedzą ile nerwów czasem mnie to kosztowało. Dlatego wiem, że podpowiedzi i możliwość podpatrzenia są bezcenne. Z drugiej strony samemu też się da :D
Śmieję się, że uprawiam decoupage praktyczny i takiego też uczę – w Niebieskich Migdałach i w pracy. W pracy próbują go osoby, które często ostatni raz pędzel trzymały w ręce w szkole podstawowej i nawet nie są do końca przekonane, czy w ogóle chcą próbować. Prawie zawsze są zaskoczone, że technika jest prostsza niż się zdaje a efekty imponujące. To taka dygresja dla tych, którzy się wahają, chcieli by zacząć ale robią to od następnego długiego weekendu ;)

Przechodząc do rzeczy (wszystko z autopsji, na bazie prób i błędów):

PODKŁAD – nie używam – powierzchnia musi być dobrze odtłuszczona – świetnie nadaje się do tego płyn do naczyń lub denaturat (lub jedno i drugie). Powierzchnie, które były wcześniej pomalowane należy zmatowić czyli przetrzeć papierem ściernym.

TŁO – cienie i wszystko inne co pasuje – stosuję farby akrylowe, takie z puszki ze sklepu z farbami – konkretnie polecam Śnieżkę.

KLEJ – specjalnych klejów nie używam. Zazwyczaj są produkowane na bazie wikolu. Dawniej używałam więc wikolu koniecznie rozcieńczonego wodą. Teraz przyklejam lakierem akrylowym bezbarwnym (używam go również do wykańczania/wtapiania/zabezpieczania). Kupuję dowolne lakiery w puszkach – ważne, że akrylowe i bezbarwne. Jeśli serwetki, które będziemy przyklejać są firmy Maki lub Daisy polecam „Lakryl” ponieważ nie rozmazuje nadruku.

LAKIER – patrz „klej” ;) Lakierowanie w nieskończoność zapewnia wtopienie serwetki czyli zniwelowanie progu jaki powstaje między powierzchnią a serwetką. Dla lepszego efektu i zniwelowania zmarszczek można co drugą warstwę lakieru przecierać wodnym papierem ściernym, najdrobniejszym na świecie (np. 1200). Początkującym zalecam szlifować co trzecią lub co czwartą warstwę ;)

PĘDZLE W DŁOŃ – pędzle to w zasadzie kwestia indywidualnych preferencji – ja lubię płaskie (ławkowce), jak najmiększe. Wielkość – im szersze tym lepiej oczywiście proporcjonalnie do serwetki.
Należy pamiętać, że serwetki (rozwarstwione!!!) przyjmują kolor tła – tło musi więc być jasne i w miarę neutralne. Motywy można wycinać lub wydzierać – w zależności od „konkretności konturów”.
Przyklejanie następuje przez malowanie lakierem po serwetce (z wierzchu).

PODSUMOWANIE czyli LISTA ZAKUPÓW
  • serwetka
  • farba akrylowa
  • lakier bezbarwny akrylowy
  • coś do ozdabiania (na początek polecam przedmioty z odzysku – butelki, puszki, pudełka).

To na początek :) Pękania, przecierki i inne czary mary innym razem :)


A korzystając z okazji chcę się pochwalić dwiema rzeczami.
Ostatnio przyleciał do mnie Aniołik, zrobiony przez Jolcię z blogu Moje hobby moja pasja. Jest śliczny a że jest Niebieski i przyleciał bezpośrednio do Niebieskich Migdałów już tam zostanie i będzie strzegł weny twórczej. Ujmujący za serce wierszyk o tym "Skrzydłoaureolku" możecie przeczytać tutaj.
Na zdjęciu jest również opakowanie, w którym podróżował - prawda, że śliczne? :)

A drugie chwalenie się to w zasadzie podziękowanie dla pani Danusi. Pani Danusia jest z wykształcenia introligatorem. Kiedyś powiedziałam jej, że mam dwie bardzo ważne dla mnie książki, o które boję się, że się rozsypią, bo nie dużo już im brakuje. Jedna to "Alicja..." a druga to wiersze Brzechwy, które należały jeszcze do mojej mamy jak była małą dziewczynką. Pierwsza książka ma ilustracje Tenniela, druga Szancera (nazwiska nie wymagające komentarza ;)). Pani Danusia powiedziała, że je dla mnie oprawi (ja miałam na myśli sklejenie, oprawienie w płótno introligatorskie i przeklejenie okładki) - okładki mają wewnątrz a to co dostałam absolutnie przerosło moje najśmielsze marzenia.


Pani Danusiu dziękuję z całego serca! Te książki mają dla mnie jeszcze większą wartość bo w obecnej postaci są świadectwem bezinteresownej ludzkiej życzliwości i dobroci (co do których jestem przekonana, że wracają do darczyńców). Bardzo serdecznie pozdrawiam i czekam w Niebieskich...

Pozdrawiam też wszystkich tych, którzy dotrwali do końca tego rekordowo długiego posta, całuski!

czwartek, 7 czerwca 2012

Wyniki candy i rąbek lalkowania

Jestem ogromnie szczęśliwa, że moja rozdawajka cieszyła się takim powodzeniem - bardzo wszystkim biorącym w niej udział dziękuję! Przyznam się, że nie zdążyłam jeszcze odwiedzić wszystkich blogów - bo nie jestem w stanie tego robić szybko i pobieżnie (tak się wciągam) ale zaległości będę nadrabiać systematycznie!
Teraz do rzeczy: Zgłosiło się 128 osób, z czego jedna po czasie, jedna anonimowo bez adresu, a jeden z komentarzy został usunięty przez autora; dla odmiany jeden komentarz był podwójny (nie dyskwalifikowałam autorki ponieważ nie wygląda to na chęć oszustwa ;) ). Osoby wybierałam "według widzi mi się" a niezależnie Pan Random uskuteczniał swoje wróżby. Zbieżność osób i numerów oczywiście przypadkowa ;p

Niniejszym ogłaszam, że pakiet serwetek pofrunie do pani szyjąco-haftującej z blogu Haft i Patchwork.
Życzę udanego startu i samych udanych doświadczeń w tej wspaniałej technice :)

Dodatkowo ponieważ ilość osób bawiących się przekroczyła moje oczekiwania postanowiłam przyznać (unikam słowa związanego z grami losowymi) nagrodę pocieszenia. Jest to pakiet serwetek składających się z tych, które kupiłam podczas trwania candy. Powędruje on do Niki z blogu Decoupage i reszta bujania w chmurach - mam nadzieję, że się spodobają bo jestem przekonana, że zrobi z nich dobry użytek :)

Gratuluję i czekam na Wasze adresy niebieskiewarsztaty@gmail.com :)))

Na koniec, postanowiłam pokazać, co mnie tak ostatnio pochłania. Po pierwsze zakochałam się w lalkach Monster High a po drugie zafascynowałam tym, co można z nich wyczarować. Pracuję nad kilkoma na raz a dziś pokażę Operettę (córkę Upiora z Opery). Jest jeszcze nie skończona, z buzi celowałam się w pin up ale może być, że zabrniemy gdzie indziej. No i potwierdza się znana prawda - tatuaże wciągają ;)







A tak wygląda jak się nie ingeruje w jej wygląd ale to temat na zupełnie innego posta...

Życzę wszystkim miłego piątku lub dalszej części długiego weekendu - dużo całusków!

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Ważki

Dziś pokazuję dwa fornirowe pudełka z serwetką, od której nie mogę się odczepić. Różnią się kolorem bejcy - ciekawa jestem, która wersja bardziej Wam przypadnie do gustu (różnica w rzeczywistości jest widoczna na całym pudełku, nie tylko na wieczkach).
Poza tym lalkuję i niebawem zaprezentuję co mnie tak wciągnęło.
A tak w ogóle to nie mogę się już doczekać porządnego ciepła na polu (polu, polu, nie na dworze) - bo ja z tych marznących jestem.
Tym bardziej cieplutko wszystkich pozdrawiam :)))








środa, 30 maja 2012

Mrocznie...

W końcu mogę pokazać wisior, o którym kiedyś pisałam, że pojawi się wraz z nową etykietką. Najchętniej określiłabym ją mianem creepy i cały czas zastanawiam się nad dobrym słowem - bo "mrocznie" to nie to samo co "strasznie" a najlepsze było by coś pomiędzy...
W każdym razie w kameach z czaszką zakochałam się od pierwszego wejrzenia! Najpierw zrobiłam sobie broszkę, z którą cały czas chodzę (zwykła, wklejona do bazy z brązu antycznego, muszę jej zrobić zdjęcie) ale mam głębokie przekonanie, że te kamee zasługują na coś więcej. Tak powstał ten wisior (do doskonałości nie należy ale bardzo go lubię). Kryształek S. na srebrnym łańcuszku ma symbolizować wahadło. Na zdjęciu tego nie widać ale koraliki wokół postaci, z przezroczystego szkła, przez to, że są wysrebrzone wewnątrz odbijają światło niczym małe żaróweczki. Daje to bardzo ciekawy efekt.


"Szarfa" jest tak pomyślana, że w zależności od upodobań może być albo szeroka i prosta, albo skręcona.


Do mrocznej etykietki jeszcze powrócę (wstyd się przyznać ale znów wciągnęło mnie coś nowego - przerabianie lalek i kilka z tych, które już zaczęłam ma być właśnie mrocznych). Ech, gdyby moja doba mogła mieć przynajmniej 72 godziny...